Pamiętam początki spotykania się z moim mężem. Mieliśmy wtedy po 18 lat i oboje stwierdziliśmy, że kupno działki ROD to genialny pomysł. W naszej wizji pojawiły się wszystkie majówki, grille ze znajomymi, dmuchany basen i pełna chillerka. Dopiero zaczynaliśmy pierwsze prace i cóż – 6 tysięcy za działkę te 12 lat temu wydawało nam się ogromnie abstrakcyjne.
I tak zawsze było nie po drodze. Jak nie za małe oszczędności, tak studia w innym mieście, później inne wydatki – zawsze coś. A później pandemia i koszty działek odleciały w kosmos. Jednak patrząc prawdzie w oczy – teraz wszystko jest naprawdę drogie. A pewnych marzeń nie można odkładać ciągle na później.
Chociaż określenie „kupić” w tytule to lekkie nadużycie, ponieważ formalnie działki ROD kupić nie można. Jednak dla uproszczenia w tym wpisie będę posługiwać się takim sformułowaniem. 🙂
Dopóki nie miałam działki, starałam się zapewnić kawałek zieleni na balkonie. Więcej o tym pisałam we wpisie: https://niewiele.pl/robie-balkonowy-ogrodek-z-okazji-pierwszego-dnia-wiosny/
Działka ROD – jakie formalności?
Przyznam, że zaskoczyło mnie, jak wiele formalności trzeba spełnić przy kupnie takiej działki. Po pierwsze, kiedy już znajdziemy ogłoszenie idealne i jesteśmy zdecydowani na zakup działki, należy sporządzić umowę, która zostanie podpisana u notariusza. Wzór takiej umowy dostępny jest na stronie RODu. Następnie należy złożyć wniosek do konkretnego zarządu, gdzie do dwóch tygodni otrzymamy informację zwrotną, czy formalnie zostaliśmy „właścicielem” takiej działki. Na koniec już zostaje opłacenie podatku PCC-3. Wysokość jego oprocentowania zależy od tego, czy działka jest pusta, czy znajdują się na niej nasadzenia i altanka.
O ile same formalności poszły całkiem sprawnie, to nie ukrywam, że logistyka całego przedsięwzięcia mocno mnie zaskoczyła. Najpierw umowa podpisana u notariusza i przekazanie pieniędzy sprzedającemu później opłata podatku, a w tym czasie oczekiwanie na zgodę zarządu. I chociaż wiedziałam, że to kwestia tylko formalności, w mojej głowie pojawiały się oczywiście czarne scenariusze, w których zarząd nie wydaje mi zgody, a ja muszę odkręcać wszystkie inne kwestie. Tak się jednak nie stało i z końcem maja działka trafiła do mnie.
Na jakie koszty trzeba być gotowym? Pamiętajcie, że w każdym mieście stawki są różne.
- Standardowa opłata za „odkupienie” działki od poprzedniego właściciela (w Szczecinie taki koszt wynosi mniej więcej od 40 000 zł do 60 000 zł)
- Podatek PPC-3
- Wpisowe
- Składka członkowska
- Jednorazowa opłata inwestycyjna
- Zaliczka opłata za wodę
- Opłata za notariusza
Wszystkie dodatkowe opłaty (poza kupnem działki) wyniosły około 7 tysięcy.
Koszt działki często zależy od tego, jakie rozwiązania są na nim wprowadzone. Jeśli na przykład na działce macie podłączone szambo, jestem pewna, że koszt działki będzie wyższy.
Nasz kawałek zieleni
Od samego początku na działce czekało na nas sporo pracy. Mój mąż spokojnie miał z 3 kursy do eko portu, aby wyrzucić wszystkie rzeczy, które zostały. A było tego całkiem sporo. Łącznie wywieźliśmy 4 worki ubrań, jeden worek butów, kilkanaście zabawek porzuconych w trawie, zepsuty telewizor, zardzewiałe stare narzędzia, trampolinę i starą pergolę. Następnie musieliśmy zakupić kosiarkę, taczkę, szlauch, grabie, łopatę i widły. Nie mamy jeszcze kompostownika na działce, dlatego z każdym workiem chwastów i trawy trzeba jeździć do działkowego kontenera i z początku takich kursów też było kilkanaście.
Wyrywanie chwastów trwało kilka dni, ale muszę przyznać, że to całkiem satysfakcjonująca praca. I w szybkim czasie uwięzione pod nimi kwiaty nam się odwdzięczyły. Jak tylko uzyskały dostęp do światła, pojawiły się nowe pąki. Przed nami jeszcze ogrom pracy, bo jak widać na zdjęciach, trawa jest przesuszona, gdzieniegdzie widać placki gołej gleby, gdzie trzeba zasiać trawę, musimy też zbudować taras i postawić nową pergolę. Nie wszystko jednak naraz. 🙂
Myślę, że w pełni z działki będziemy mogli się cieszyć za kilka lat, kiedy wszystkie prace remontowo-ogrodnicze zostaną zakończone. Na ten moment pozostaje nam popełnianie samych błędów (jak pielęgnowanie jakichś chwastów z przekonaniem, że to piękny kwiat, przesuszanie trawy, czy zły wysiew nasion).
Nasza działka zaskakuje nas co chwila czymś nowym. Przyznam, że oglądanie zmian, jakie zachodzą z tygodnia na tydzień, jest ogromnie satysfakcjonujące. Natomiast owoce z własnej działki (za nami już zbiory truskawek, wiśni i rabarbaru) biją na głowę wszystkie sklepowe owoce.
Jestem ciekawa, czy macie własne ogródki, działki lub może niewielkie uprawy na balkonie. Dajcie znać w komentarzu 🙂









