Idea nieprodukowania śmieci całkowicie mnie pochłonęła. Czytałam książki i artykuły na ten temat, należałam do facebookowej grupy, a nawet prowadziłam własnego bloga, na którym dzieliłam się moimi dokonaniami i sposobami na życie bez śmieci. Dzisiaj natomiast zastanawiam się, czy ktoś jeszcze pamięta o zero waste?

Z całą pewnością byłam w eko-bańce i wydawało mi się, że wszyscy wokół mnie doskonale o tym wiedzą. Z czasem jednak temat zaczął mnie przytłaczać – nie tylko kwestia narzucania sobie gigantycznej presji związanej z nieprodukowanie śmieci, ale również zwykłe zmęczenie. Bo ile można bez końca pisać o tym, żeby nie kupować, nie produkować odpadów i używać rzeczy ponownie? Moja obsesja na punkcie takiego życia trwała dwa lata i chociaż temat ten nadal jest mi bliski, daleko mi już do tej dziewczyny, która na studiach ograniczała miesięczną produkcję śmieci do zaledwie garstki odpadów.

Gdzie podziały się zera waste?

Ostatnio, grzebiąc w rodzinnej biblioteczce, znalazłam książkę Katarzyny Wągrowskiej Życie Zero Waste i uderzyła mnie fala wspomnień. Zaczęłam szperać w internecie, aby sprawdzić, ile zostało z tej idei.

Na YouTubie filmy o podobnej tematyce pochodzą sprzed siedmiu lat. I chociaż ich autorki nadal tworzą treści w sieci, skupiają się dziś bardziej na świadomej modzie, minimalizmie i ograniczaniu konsumpcjonizmu. Wydaje się, że hasło „zero waste” nie jest już tak chwytliwe jak kiedyś – albo po prostu wszystko, co można było na ten temat powiedzieć, zostało powiedziane.

Weźmy pod lupę Béę Johnson, której blog zrewolucjonizował podejście do śmieci. Jeszcze osiem lat temu jej imię pojawiało się w niemal każdym artykule na ten temat. Dziś z bloga nie pozostało niemal nic – strona pełni jedynie funkcję odnośnika do książki, sklepu internetowego z gadżetami zero waste oraz krótkiej notki o autorce. Podobnie wygląda sytuacja na polskim podwórku: chociaż wiele autorek nadal działa w przestrzeni internetowej, trudno już gdziekolwiek znaleźć porady dotyczące pakowania warzyw do własnych woreczków czy robienia domowych proszków do prania. I chociaż osobiście nie poznałam żadnej z tych twórczyń, jestem głęboko przekonana, że w ich codziennym życiu nadal obowiązują te same wartości – tyle że bez presji udowadniania tego światu w internecie.

Statystyki, które mówią same za siebie

Trend widać też wyraźnie w danych. Według Google Trends zainteresowanie hasłem „zero waste” osiągnęło swoje globalne maksimum w latach 2018–2019, by od tamtego czasu systematycznie spadać. W Polsce szczyt popularności przypadł na rok 2019, a dziś liczba wyszukiwań jest blisko trzykrotnie niższa.

Czy zero waste nas oszukało?

Zastanawiam się głęboko nad tym, czy zero waste trochę nas nie oszukało. Gdzieś za ideą nieprodukowania śmieci pojawiły się złote gadżety z etykietą „must have” – droższe produkty do zamówienia wyłącznie przez internet i ciągła walka z wiatrem, kiedy sklepy zamiast ułatwiać, rzucały kłody pod nogi. I chociaż jeszcze dziesięć lat temu znalezienie produktów less waste graniczyło z cudem, dziś sklepowe półki uginają się pod ekologicznymi alternatywami – a paradoksalnie przestało to być dla nas atrakcyjne. Być może problem tkwi w tym, że zero waste z filozofii życia przekształciło się w kolejny trend konsumencki, a każdy trend ma swoją datę ważności.

Zamknięte sklepy, otwarte pytania

Pierwszym sygnałem, że zero waste nie cieszy się już taką popularnością jak kiedyś, było dla mnie zamknięcie sklepów z żywnością na wagę w różnych miastach Polski. Ziemosfera w Gdańsku była sklepem moich marzeń – kiedy mieszkałam w Trójmieście, oczy świeciły mi się na samą myśl o zakupach w tym miejscu. Po powrocie do rodzinnego miasta przeczytałam na ich fanpage’u komunikat o zamknięciu. Podobna historia dotyczy sklepów Bez Pudła we Wrocławiu czy Zrównoważonego w Szczecinie – według Google Maps oba są zamknięte na stałe. Internetowe sklepy zero waste trzymają się jeszcze całkiem nieźle, ale trudno mówić o rozkwicie branży.

Minimalizm zamiast rewolucji

Marzę o tym, aby przywrócić zero waste do mojego życia. Moja tablica na Pintereście jest wypełniona inspirującymi zdjęciami nawiązującymi do zrównoważonego stylu życia. A jednak wiem, ile trzeba w to włożyć wysiłku. Dużo wygodniej jest zrobić zakupy w supermarkecie niż w sobotę na bazarku, kupić nowe niż naprawić stare – zwłaszcza gdy cena naprawy przekracza koszt nowego produktu. I może właśnie dlatego łatwiej trzymać mi się minimalizmu: kupować tylko to, czego naprawdę potrzebuję, i nie robić sobie wyrzutów sumienia z zakupu czegoś zapakowanego w plastik.

Zero waste nie umarło – tylko dojrzało

Myślę jednak, że byłoby błędem ogłaszać śmierć zero waste. Być może idea po prostu dojrzała i przestała potrzebować spektakularnych gestów, by istnieć. Mniej słoikowych zdjęć na Instagramie, więcej cichych, codziennych wyborów. Może właśnie tak wygląda zero waste w 2026 roku: bez hasztagów, bez presji i bez poczucia winy. I może – mimo wszystko – to wystarczy.