Nie znam osoby, która nie uważałaby, że czas leci jej przez palce. Jakby w dorosłym życiu wszystko kręciło się dookoła pracy, domu i podstawowych obowiązków. Często żałowałam, że nie mogę spędzać popołudnia bardziej aktywnie lub kreatywnie, ale po godzinie 18.00 odcina mi zupełnie akumulatory. Niestety, w takich sytuacjach najczęściej sięgałam po telefon i traciłam łącznie długie godziny na przeglądanie treści, które wcale mnie nie interesowały.
Nie będę tutaj nikogo bajerować – lubię się lenić. To jednak też można robić w sposób zdrowszy i o to, kilka sposobów, które wprowadziłam do mojej codzienności. 🙂
Jak mniej scrollować?
Pewnie nie będzie dużym odkryciem, kiedy powiem, że najlepiej – usunąć social media. Ja w swoim telefonie zostawiłam tylko messengera oraz pinteresta. Z pozostałych aplikacji jeśli korzystam to tylko z poziomu komputera. Natomiast robię to bardzo rzadko, ponieważ taka forma nie jest dla mnie atrakcyjna. Dzięki temu nie sięgam po telefon tak często i bardzo mocno ograniczyłam swój screen time. Zastąpiłam go natomiast innymi formami rozrywki.
Komiksy
Komiksy to dla mnie idealny balans między czytaniem książki a przeglądaniem internetów. Do czytania książek potrzebuję ciszy i skupienia. Z komiksami jest trochę łatwiej. Zamiast sięgnąć po rolki, wybieram rozdział danego komiksu. Jeśli do tej pory taka forma literatury kojarzyła się tylko z rozrywką dziecięcą, to muszę Was wyprowadzić z błędu. Na regałach bibliotek znajdziecie naprawdę wiele komiksów kierowanych do starszych czytelników. Ostatnio przeczytałam pierwszą część Persepolis autorstwa Marjane Satrapi, która opowiada o dorastaniu w czasie Rewolucji Islamskiej. Jak dla mnie jest to pozycja obowiązkowa, którą naprawdę warto poznać. Drugim komiksem są Okruchy Kasi Babis, które opowiadają o dorastaniu w Polsce i cóż – w Porównaniu do Persepolis, jest to historia dużo lżejsza. Nie zmienia to jednak faktu, że czytanie komiksów pozwala poznać opowieści w sposób bardziej rozwijający i angażujący niż 6-sekundowa rolka.




Magazyny
Kiedy byłam dzieckiem, w domu zawsze był stosik gazet. Przeważnie poradniki dla gospodyń domowych pełnych porad kulinarnych i plotek ze świata showbiznesu. Na studiach plotkarskie gazetki zostały zastapione prasą polityczną, ale dziś – w pełni świadomo swojej ignorancji – jestem zmęczona szumem informacyjnym. Jednym z powodów, dla których chciałam ograniczyć czas w social mediach, było to, że mój feed natarczywie podsyłał mi treści kontrowersyjne, przy których nie mogłam się powstrzymać, aby nie wejść w sekcję komentarzy. A tam? Wypowiedzi, których nie mogłam pozbyć się z myśli przez długie godziny. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak działają mechanizmy działania social mediów. Niestety, wiedza ta nie powstrzymuje mnie przed tym, aby wpaść prosto w ich sidła. I tak każde 30 minut na Instagramie lub Facebooku sprawiało, że byłam cały dzień zirytowana.
Przeczytaj również: Media społecznościowe mnie nudzą
Szukałam więc magazynu, który da mi trochę oddechu. Bez ciągłego informowania o wojnach i katastrofach, ale też bez tak małostkowego grzebania w życiach innych ludzi. W ten sposób trafiłam na dwumiesięcznik Filomea. Przeglądanie tego przepięknie wydanego magazynu sprawia mi naprawdę wiele przyjemności. Siadam sobie na kanapie, sięgam po jeden artykuł i cieszę się chwilą. Do pewnego stopnia magazyn ten wypełnia moje zapotrzebowanie na tematy dotyczące sztuki, kultury, folkloru i tematów codziennych. Jest to jednak magazyn tworzony przez katolickie twórczynie i nie ukrywam, że czasem ten religijny wydźwięk jest dla mnie odrobinę zbyt natarczywy. Dostając temat na przykład o kaligrafii, musi nawiązywać do Pisma Świętego, a temat dotyczący podróży w kontekście świąt w danym kraju. Nie zmienia to jednak faktu, że w porównaniu co cyfrowego świata, tutaj po przeczytaniu artykułu odczuwam spokój, a nie gonitwę myśli.

Sudoku
Nie będę Was kłamać – gry logiczne doprowadzają mnie bardziej do szału niż do relaksu. Jestem za mało cierpliwa na puzzle, a z krzyżówkami poddaje się za szybko. Wyjątkiem jest sudoku, które jakoś takoś – do porannej kawki wchodzi idealnie. Idealną opcją mogą być też wykreślanki lub gry karciane, wszystko to, co da szybką rozrywkę bez konieczności odpalania telefonu.

Jestem bardzo ciekawa Waszych sposobów na zastąpienie sobie skrollowania. Dajcie znać w komentarzu 🙂




