Wszyscy trochę zachłysnęliśmy się sztuczną inteligencją. Dopóki nie zobaczyliśmy, na jaką skalę AI potrafi nami pogrywać. Kto w końcu nie wykorzystywał tego narzędzia do swoich prywatnych lub zawodowych celów? Coraz trudniej znaleźć taką osobę. Skoro więc AI zawitało do naszej codzienności, to z czym mają problem wszyscy sceptycy i niszczyciele dobrej zabawy?
Sztuczna inteligencja była moim marzeniem
Około 7 lat temu podjęłam swoją pierwszą pracę biurową. Do dzisiaj pamiętam ekscytację, kiedy siadałam do biurka z gorącą herbatą i odpalałam komputer. W tamtym momencie czułam, że złapałam samego Boga za nogi. Dopiero kończyłam studia magisterskie z dziennikarstwa, do obrony zostało mi kilka miesięcy, a ja już miałam pracę w zawodzie. Moje obowiązki służbowe? Copywriting, posty na social media, pozycjonowanie stron. Spory miks zadań, ale dla takiego świeżaka jak ja najważniejsze było to, aby nauczyć się jak najwięcej.
Agencja marketingowa, w której pracowałam, współpracowała głównie z firmami z branży pogrzebowej. Oznaczało to więc multum tekstów o tematyce funeralnej. W tygodniu wyrzucałam z siebie tony artykułów, które publikowane były na różnych blogach, stronach partnerów czy witrynach tematycznych. Do tego dochodziły posty na social media. A wszystko to było poprzedzone głębokim i czasochłonnym researchem na temat zasiłków pogrzebowych, kwestii medycznych i prawnych.
I tak po pół roku o pogrzebach wiedziałam już wszystko. Nawet wybudzona w środku nocy mogłam powiedzieć, komu i jakie przysługują zasiłki oraz rzucić kilkoma ciekawostkami z tamtej strony. Po roku wszystkie artykuły pisałam wręcz mechanicznie, z pamięci. Nie zajmowało mi to już dużo czasu, ale też zeszłam na ziemię. Niestety 90% tych artykułów polegało na wrzuceniu odpowiednich słów kluczowych, aby podbić stronę docelową. I tak zrozumiałam, że poza mną i algorytmami Google nikt inny tego nie przeczyta.
Pierwsza styczność z AI była jak lot w kosmos
Po dwóch latach pisania o tym samym wiedziałam, że jeśli przyjdzie mi do napisania jeszcze jeden tekst o kremacji w Warszawie, to prawdopodobnie sama stanę w płomieniach. I właśnie wtedy pojawiło się pierwsze, jeszcze tak niedoskonałe i ograniczone, narzędzie do generowania tekstów. Ustrojstwo to było niczym prototyp dzisiejszego Claude’a czy ChatGPT, a mój limit wynosił zaledwie trzy krótkie artykuły.
Przekonana o nieuczciwości mojego zachowania rozejrzałam się dookoła biura, aby sprawdzić, czy nie ma świadków mojego nikczemnego czynu, i wygenerowałam pierwszy tekst. Euforia, którą poczułam w tamtym momencie, była nie do opisania. Szybki rzut oka na poprawność tekstu, a następnie publikacja – niech idzie w świat.
ChatGPT miał zabrać nam pracę
ChatGPT, którego znamy w dzisiejszej formie, pojawił się stosunkowo niedawno. Wraz z nim pojawiły się pierwsze artykuły o tym, że AI zabierze nam pracę. Zdawało się, że sensacja goniła za sensacją, a sztuczna inteligencja kreowana była na futurystyczne narzędzie przyszłości, które w ostateczności okazało się generatorem stulatków z chlebem.
Rozmawiając ze znajomymi z różnych branż, każdy mówił, że w swoim zawodzie wykorzystuje ChatGPT. Z większym bądź mniejszym zaangażowaniem, jednak z całą pewnością narzędzie to jest obecne w formie asystenta wielu z nas.
A tam, gdzie pojawiła się potrzeba, zaraz wysypały się kursy i szkolenia za kilka tysięcy złotych. W końcu Twój prompt musi być napisany w szczególny sposób. Najlepiej do generowania promptu użyć gotowego promptu, który można kupić już za 9,99 zł od tego jednego specjalisty od wszystkiego.
Jak wykorzystuję sztuczną inteligencję?
Sztuczną inteligencję wykorzystuję na wielu płaszczyznach, zarówno tych zawodowych, jak i prywatnych. Nie uważam się za alfę i omegę, dlatego ogromnie doceniam, że AI przetłumaczy mi prawniczy, urzędniczy czy księgowy bełkot na język ludzki. W zawodzie ułatwia tworzenie raportów i generowanie tekstów „zapychaczy”. W blogowej sferze korzystam z niego jako mojego asystenta do wyłapywania błędów i niechlujnych zdań.
AI ma jeszcze jedną zaletę i mówię to z mojego zawodowego punktu widzenia. Nie każdy właściciel małej firmy potrzebuje sztabu marketingowców do tego, aby wrzucić informację o nowych usługach. Lokalna piekarnia może szybko i bezkosztowo poinformować swoich odbiorców na Facebooku o nowym pieczywie, a pieniądze, które zamiast przeznaczyć na grafika, fotografa i copywritera, przeznaczyć na bardziej bieżące wydatki. I ja to w 100% rozumiem.
Uważam jednak, że tam, gdzie szukanie oszczędności czasu i pieniędzy rodzi się prawdziwy problem. Powiedzmy to sobie szczerze – wszystkie teksty i grafiki generowane przez sztuczną inteligencję wyglądają tak samo. Doprowadza mnie do szału, kiedy odpowiedź na mojego maila wygenerowana jest przez AI. To samo mam z widokiem miniaturek do filmów na YouTube czy reklam.
O ile jestem w stanie zrozumieć ograniczanie wydatków przez małe firmy, o tyle trudno patrzy się na świąteczne reklamy Coca-Coli wygenerowane przez AI. Tutaj minuta ciszy dla zeszłorocznej reklamy, w której liczba kół w ciężarówce zmieniała się co kadr.
AI miało oszczędzać nam czas
AI powinno być tylko narzędziem, ułatwieniem w codziennych rozwiązaniach, a nie złotym środkiem na wszystko. Od kiedy usłyszałam w pracy: „Teraz korzystamy z AI, więc będziecie mogli bardziej optymalizować swoją pracę i poświęcać mniej czasu na dotychczasowe zadania”, otrzymałam dwa razy więcej klientów, co w istocie sprawiło mi jeszcze więcej pracy.
Gdyby sztuczna inteligencja miała swoje motto, brzmiałoby ono: „AI – ilość, nie jakość”. Obsesja na punkcie optymalizacji czasu, oszczędzania budżetu i generowania contentu stała się tak powszechna, że ostatecznie cierpi na tym jakość i wiarygodność naszych działań.
W końcu wszystko, co dostajemy od ChatGPT, powinno być przez nas zweryfikowane i sprawdzone. Urządzenie to powinno być wyłącznie wsparciem naszej pracy, a nie wykonywać ją za nas. Później mamy takie głośne historie jak chociażby niedawny raport „Polaków portret własny”.
Ilekroć słyszę o tym, jak AI zabierze nam pracę, widzę czerwone, powiewające flagi. Z każdego urządzenia warto korzystać z głową. Trzeba pamiętać, aby jej nie stracić dla wszystkich tych pięknych haseł o produktywności.
A jakie jest Wasze podejście do sztucznej inteligencji?




