Kto czyta mojego bloga, doskonale wie, że marnowanie żywności jest moją prawdziwą piętą Achillesa. W kwestii ograniczania kupowania niepotrzebnych bibelotów, organizacji szafy czy kontroli nad kompulsywnymi zakupami mam czarny pas. Jednak organizacja lodówki i świadome planowanie posiłków to coś, z czym sobie nie radziłam. Próbowałam wielu rozwiązań i niestety wiele z nich mi się nie sprawdziło.
Tworzenie jadłospisów
To chyba największa trudność, z jaką spotykam się w dorosłym życiu. I nie tylko u mnie, bo wśród znajomych, kiedy mówię o tworzeniu jadłospisów, większość osób wywraca oczami. Może się to wydawać drobnostką, ale naprawdę planowanie posiłków do końca swoich dni (przepraszam za to złowieszcze wtrącenie) naprawdę jest dobijające.
Tworzenie jadłospisu na cały tydzień nie sprawdza mi się z dwóch powodów. Po pierwsze, nie zawsze mam ochotę na to, co sobie zaplanuję na dany dzień. Po drugie, wymaga to ode mnie kupowania specjalnych składników na dane danie i jeśli nie wykorzystam ich z jakiegoś powodu, to później kończą w koszu na śmieci.
A powodów może być kilka. Czasem najdzie nas ochota na zjedzenie czegoś na mieście lub zostaniemy zaproszeni na obiad do rodziny. I tak zawsze coś psuło mi realizację całego zaplanowanego jadłospisu.
Meal prep
Myślałam, że idealnym rozwiązaniem całej sytuacji będzie popularny w Internecie meal prep, czyli gotowanie sobie na zapas. Na YouTubie znalazłam kanał dziewczyny, która przygotowuje sobie dania na cały miesiąc, a następnie je mrozi. Mnie to całkowicie przerosło i już przy tygodniowym meal prepie miałam spory problem, jak to wszystko ogarnąć.
Po drugie, nie przepadam też za jedzeniem jednego dania, na przykład przez 3 dni z rzędu.
Co sprawdza mi się w kuchni?
Znalazłam jednak kilka rozwiązań, które całkiem sprawnie u mnie działają. Pozwala mi to ograniczyć marnowanie żywności, chociaż nadal nie jest idealnie.
Porządki w lodówce i szafkach kuchennych
Raz w tygodniu, najczęściej w niedzielę, staram się robić taki generalny porządek w lodówce i szafkach kuchennych. Na podstawie tego, co mam w kuchni, przygotowuję sobie posiłki. To tak zwane gotowanie na winie, czyli przygotowanie obiadu z resztek.
Połówka cukinii, papryka, końcówka koncentratu pomidorowego oraz 1/4 opakowania makaronu – z tego wszystkiego gotuję obiad. Dopiero jak widzę światełko w lodówce, szykuję listę zakupów.
Przygotowanie listy zakupów
U mnie w domu są stałe produkty, które muszą być zawsze – to takie moje must have na liście zakupów. Mam kilka swoich wybranych dań, które mogę przygotować na podstawie wybranych składników. Takie jednogarnkowe dania, których przygotowanie opanowałam do perfekcji, bardzo ułatwiają mi organizację.
Dlatego po czyszczeniu lodówki przechodzę do przygotowania listy zakupów, aby uzupełnić braki. Na podstawie tych składników wypisuję sobie, jakie mogę z tego zrobić dania. Najczęściej jest to około 10 dań, natomiast nie ograniczam się do jednego dania na dany dzień. Przygotowuję na obiad to, na co aktualnie mam ochotę. I jest to dla mnie dużo wygodniejsze, ponieważ wiem, że zrobienie poszczególnych dań nie zajmuje mi sporo czasu.
Swoją listę zakupów przygotowuję w notatniku w telefonie, który współdzielę z mężem. Robiąc zakupy, odhaczamy wszystkie produkty. Następnie, przygotowując nową listę, zerkam tylko na tę poprzednią i sprawdzam, które z tych produktów, które kupiliśmy, zostały wykorzystane, a które nie.
To również ułatwia mi lepszą kontrolę nad tym, czy na przykład nie kupiłam czegoś za dużo i czy następnym razem nie zmniejszyć liczby jabłek, na przykład z 5 do 3 w tygodniu.

Złota zasada
Zakupy robimy przeważnie raz w tygodniu, ale tylko wtedy, kiedy z lodówki jest wszystko wyjedzone. Niestety wcześniej jeździliśmy do sklepu wtedy, kiedy mieliśmy ochotę, i często kończyło się na zachciankach. Teraz dużo łatwiej jest mi ocenić, czego potrzebujemy, i zweryfikować to, co było zwykłą fanaberią.
Moja lista zakupów
Na mojej liście zakupów najczęściej znajdują się takie produkty jak:
- cukinia
- cebula
- papryka
- czosnek
- kukurydza (lub inne sezonowe warzywo)
- pomidory
- ogórek
- cytryna
- banany
- jabłka
- przecier pomidorowy
- pomidory w puszce
- jogurt grecki
- masło
- ser w plastrach
- pierś z kurczaka (najczęściej, chociaż czasem zamiast tego jest mięso mielone)
- szynka
- mleko krowie
- mleko roślinne
- serek kanapkowy
- jajka
- mrożone owoce jagodowe
- mrożone warzywa po meksykańsku
- mrożone warzywa po azjatycku
- pieczywo
Na liście zawsze trafia również coś słodkiego. Ponadto w mojej kuchni zawsze musi być oliwa z oliwek, olej rzepakowy, mąka, kasze i makarony, masło orzechowe, sok malinowy, miód, sos sojowy, owsianka. Są to jednak składniki, które kupujemy raz na miesiąc, a nawet rzadziej.
Z takiej gotowej listy składników jestem w stanie przygotować około 10 potraw i w maksymalnie 15 minut przygotować to, na co aktualnie mamy ochotę. Gdybyście byli ciekawi, jakie danie najczęściej przygotowuję, dajcie znać – chętnie o tym napiszę 🙂
Naprawdę napawa mnie dużą satysfakcją widok uporządkowanej lodówki, która pustoszeje zawsze po 7–8 dniach. W ograniczeniu marnowania żywności pomogło mi również odpowiednie przechowywanie warzyw i owoców oraz nauka mrożenia.
Wstyd się przyznać, ale wszystko, co wcześniej mroziłam, kończyło tam na wieki. Często nie podpisywałam woreczków, mroziłam wszystko razem, a potem pierogi wyciągałam jako zbryloną kulę, która rozwalała się w garnku z wodą.
Od kiedy lepiej przechowuję żywność, mrożę z głową i wekuję na przykład zupy w słoiku, dużo łatwiej jest mi zapanować nad stanem mojej lodówki. A wszystko to, co przygotuję, trafia do żołądka zamiast do śmietnika.
A jakie Wy macie rady na organizację swojej lodówki?




