Minął rok od kiedy robiłam wielkie porządki. Pozbywałam się zbędnych rzeczy i oczyszczałam swoją przestrzeń. W ostatnim miesiącu chaos w moim domu mnie jednak przerósł.
Wraz z piętrzącymi się przydasiami straciłam kontrolę nad wieloma kwestiami w życiu. Głęboko wierzę, że uporządkowane wnętrze to czyste myśli. Dlatego postanowiłam zabrać się za wielki decluttering. Z tej okazji wzięłam nawet wolny poniedziałek, aby pracę rozłożyć na dwa dni.
Dlaczego decluttering trzeba powtarzać?
Kiedyś myślałam, że minimalizm jest na zawsze. Posprzątam raz, a porządek już będzie mi towarzyszył. Przez ten rok mimo starań kupowałam nieprzemyślane bibeloty. Dostawałam nietrafione prezenty. Zapominałam o przetworach na końcu szafki.
Decluttering to proces ciągły – nie jednorazowa akcja. Swoje porządki zaczęłam już w niedzielę. Na pierwsze pomieszczenie wybrałam kuchnię.
Decluttering kuchni – od czego zaczęłam?
Na porządkowaniu kuchni spędziłam około 6 godzin. Chociaż najgorszą pracę wykonałam w zeszłym roku, znalazło się kilka zbędnych rzeczy.
Na termin przydatności przypraw zerkam regularnie. Tutaj więc nie było wielkich zaskoczeń. Inaczej sprawa się miała z apteczką. Chyba nigdy nie robiłam tam dokładnego przeglądu.
Cała torebka przeterminowanych leków trafiła do worka. Zagubionych na dnie koszyczka pojedynczych pigułek też. Medyczne przydasi, o których funkcji nie mam pojęcia – również.
Ważna przypominajka: leków nie można wyrzucać do zmieszanych. Przeterminowane medykamenty trzeba zanieść do apteki.
Zrobiłam też porządek w herbatach. Pozbyłam się tych, które nikomu nie zasmakowały. Na kolejny ogień poszły słoiki z przetworami. Z ulgą stwierdziłam, że żywot zakończyły tylko trzy słoiki. Jeden dżem malinowy źle się zawekował. Dwa słoiki były po terminie.
To całkiem udana liczba. Pamiętam, że podczas pierwszego declutteringu kuchni liczba była znacznie większa. Z dumą muszę przyznać, że nie pojawiły się żadne zbędne przybory kuchenne. Nie było więc dużo generowania odpadów.
Od kiedy jestem minimalistką, jak ognia unikam kubków. Kusi mnie za każdym razem widok fikuśnych kubków z sezonowym motywem. Życie jednak postanowiło zażartować z mojego stanowczego „nie”. W tym roku w ramach nagrody na festiwalu otrzymałam najbrzydszy kubek świata. Jego widok przyprawia mnie o zawrót głowy. Trafił do koszyka z różnościami, którego również chcę się pozbyć.
Koszyk z różnościami – największy problem podczas declutteringu
Ten koszyk jest moją największą kością niezgody. W pudełku po truskawkach zrobiłam miejsce dla najgorszych dupereli. Zupełnie nie wiem, co z tym zrobić. Na śmietnik trochę szkoda.
Chciałam wystawić to na klatkę z podpisem „można się częstować”. Mam jednak wewnętrzny opór przed takimi działaniami.
W koszyku znajdują się:
- dwa breloczki (otrzymane w prezencie)
- komiks z Kaczorem Donaldem (mogę oddać do biblioteki)
- notesik z długopisem (otrzymany na szkoleniu)
- naklejki do paznokci (niechciany gratis w przesyłce)
- kauczuk (wylosowana w automacie)
- brzydki kubek (wspomniany wcześniej)
Większość trafiła do mnie przypadkiem. Ich obecność w domu wyjątkowo mi ciąży.
Poniedziałkowy decluttering – przegląd garderoby
Przegląd ubrań robię regularnie. Wszystkie przeznaczam na ścierki lub wkładam do pudełka dla nowego właściciela. Tym razem postanowiłam pozbyć się wszystkiego, co zalega za długo.
Ubrania w dobrym stanie przeceniłam na Vinted nawet o 60%. W ciągu 5 minut spodnie, buty, płaszcz i bluzka znalazły nowy dom. Resztę zniszczonych rzeczy umieściłam w torbie do ekoportu.
Musiałam się pożegnać z ukochanym żółtym plecakiem. Zerwały się ramiączka. Mimo wielu prób reanimacji musiałam pozwolić mu odejść. Jego czas nadszedł.
Pozbyłam się też pudełek po urządzeniach trzymanych w szafie. Wyprasowałam i poukładałam ubrania. Dzięki temu dokładnie widzę, co mam. Moje półki nie odbiegają od sklepowych regałów.
Nie miałam zbędnych książek, kosmetyków ani akcesoriów do włosów. To potwierdza, że regularne decluttering i świadome zakupy są pomocne.
Podsumowanie dwudniowego declutteringu
W te dwa dni pozbyłam się:
- przeterminowanych konserw
- starych kasz
- zniszczonego śpiwora
- zbędnego namiotu (w 5 minut trafił do nowego domu)
- starych szelek psa
- całego wora ubrań
- pudełek po małym AGD
- butów
- nietrafionych prezentów
- gadżetów firmowych
Nadmiar rzeczy potrafi być przytłaczający. Zastanawiam się, jak to możliwe, że nawet jeśli czegoś nie kupuję, przyciągam prezenciki i darmoszki. Może czas nauczyć się być bardziej asertywną?
Te dwa dni naprawdę mnie wymordowały. Wiem jednak, że warto było włożyć wysiłek w ogarnięcie przestrzeni. Ponownie czuję się dobrze w swoim domu.
Pamiętajcie: czarny kontener na zmieszane powinien być ostatnim miejscem dla rzeczy. Nieraz to, co dla nas zbędne, dla innych może być prawdziwym skarbem. Decluttering to nie tylko porządek w domu, ale i troska o środowisko.




