Od lat towarzyszyło mi przekonanie, że kobieta musi mieć pełną szafę ubrań. Nim jeszcze na światło dzienne wyszła koncepcja szafy kapsułowej, w telewizji ciągle maglowali modowe poradniki. W każdym programie śniadaniowym były porady ze stylistką. Garderoba Carrie mieściła tyle butów, że mogłaby do końca życia zmieniać je z trzy razy dziennie. Nowy szalik, torebka plażowa, nawet klapki japonki były dołączane do magazynów. Na szczęście moment, w którym stałam się samodzielna finansowo, to również czas, w którym coraz więcej mówiono o świadomym konsumpcjonizmie.
Skąd ta presja na nowe ubrania
Wszędzie wokół siebie widziałam przekaz, że na każdą okazję potrzebna jest nowa, idealna sukienka. Że powtarzanie strojów to wstyd, a prawdziwa kobieta ma szafę pełną opcji na każdą sytuację. Oczywiście, w każdym poradniku od lat przejawiała się nieśmiertelna mała czarna, która była niczym modowy święty gral każdej stylowej kobiety.
Widać to nawet po gwiazdach na czerwonym dywanie, którym dosłownie obrywa się za ubranie tego samego. Niektórzy aktorzy potrafią uszczypliwie odpowiedzieć na takie zarzuty, ale już sam fakt tłumaczenia się z tego może nieść do świata komunikat, że noszenie tych samych ubrań to coś złego. A tak być nie powinno, bo przecież nie jesteśmy w stanie zniszczyć dobrej kreacji w jeden wieczór.
W porównaniu jednak do aktorów, nie jesteśmy w centrum uwagi całego świata. Na weselu pewnie niewiele osób widziało nas wcześniej w tej samej kreacji, a nawet jeśli – czy to naprawdę ma jakiekolwiek znaczenie? Ważne jest to, jak MY się w tym czujemy. Noszenie tych samych ubrań nie powinno wiązać się ze wstydem. Nowa kreacja na każde wydarzenie to tylko jeden z przykładów tego, jak daleko zaszedł nasz nieświadomy konsumpcjonizm – kupujemy rzeczy nie dlatego, że ich potrzebujemy, ale dlatego, że „tak wypada”.
Prawda jest taka, że minimalizm w szafie to nie oznaka braku kreatywności czy zasobów finansowych. To świadomy wybór jakości nad ilością, trwałości nad chwilowym trendem. I nie zrozumcie mnie źle. Ja naprawdę rozumiem chęć kupienia sobie czegoś nowego. Wiem, ile radości może to przynieść i wcale nie uważam, że jako społeczeństwo jesteśmy zmanipulowani przez wielkich, złych kapitalistów, których celem jest osuszenie naszych portfeli do cna. Mam jednak poczucie, że wiele z nas nie potrafi cieszyć się z tego, co już ma i stąd ciągła potrzeba czegoś nowego.
Ta jedyna sukienka
Byłam dokładnie przed swoimi 26 urodzinami. Przeglądałam polskie marki odzieżowe i w i w jednym sklepie znalazłam dosłownie tą jedyną, upragnioną sukienkę. Jeśli jesteście ze mną dłużej na tym blogu, to doskonale wiecie, że ja i kompulsywne zakupy nie idą w parze. Tutaj jednak zrobiłam wyjątek i niczego nie żałuję. Jak tylko ją założyłam wiedziałam, że chcę, żeby była ze mną jak najdłużej.

Oczywiście, że za każdym razem przed kolejnym ślubem pojawia się ta myśl: „A może jednak kupię coś nowego?”. Za każdym razem dochodzę jednak do wniosku, że nie znajdę już drugiej takiej. Ta sukienka to przykład tego, jak może wyglądać szafa kapsułowa w praktyce. Zamiast kupować nowe kreacje, eksperymentuję z dodatkami, makijażem, uczeniem. Proste, oszczędne, a jednak za każdym razem trochę inne rozwiązanie.
Wesele to okazja do wystrojenia, nie do zadłużenia
Rozumiem, że wesele to szczególna okazja, kiedy chcemy wyglądać najlepiej jak tylko potrafimy. Ale czy naprawdę wymaga to kupowania kolejnych rzeczy? Alternatyw jest mnóstwo – można pożyczyć sukienkę od przyjaciółki lub jeśli już mamy coś, co sprawdza się idealnie, to po prostu to nosić. Zmiana dodatków, makijażu, uczesania może zupełnie odmienić nasz wygląd, nie wymagając inwestycji w nową garderobę. Świadomy konsumpcjonizm to także umiejętność doceniania tego, co już mamy, zamiast ciągłego poszukiwania czegoś nowego.
Czasem myślę, że nasza obsesja na punkcie nowości wynika z braku pewności siebie. Jakbyśmy wierzyły, że nowe ubrania mogą nas jakoś zmienić, uczynić lepszymi, piękniejszymi, bardziej interesującymi. Ale prawda jest taka, że to nie sukienka czyni nas atrakcyjnymi – to nasza pewność siebie, sposób w jaki się poruszamy, uśmiechamy, rozmawiamy z ludźmi. A gdy czujemy się dobrze w tym, co mamy na sobie, ta pewność siebie przychodzi naturalnie.
A ty? Masz może w szafie jakiś ulubiony element garderoby, który towarzyszy ci od lat?





Spoko! Tak powinno być też mam jeden garnitur na lata 😛
Fantastyczna sukienka! Co więcej, chyba dokładnie taką samą kupiłam kilka lat temu na zalando, a potem zwróciłam. Podobała mi się bardzo, ale nie miałam w tamtym czasie żadnych okazji i stąd decyzja o zwrocie. Bravo