Aj, chyba nie bardzo umiem w clickbaity, bo sam tytuł tego wpisu wywołał u mnie gęsią skórkę z żenady. Od razu przypomniały mi się wszystkie programy telewizyjne o ubiorze dopasowanym do sylwetki. Dlatego na wstępie powiem wprost – nie musisz niczego wyrzucać. (I możesz nosić to, co lubisz, niezależnie od swojej sylwetki czy analizy kolorystycznej).

Uważam jednak, że niektóre przedmioty, które z zapałem gromadziliśmy po dwudziestce, niekoniecznie znajdują zastosowanie po przekroczeniu trzydziestki. W tym wpisie znajdziesz kilka rzeczy, z którymi warto się pożegnać (lub – jeśli to możliwe – puścić je dalej w świat).

Poliestrowa bielizna

Mam wrażenie, że jako dwudziestolatki nasze ciała miały trochę większą tolerancję na wrzynające się poliestrowe majtki. Ładna koronka potrafiła wynagrodzić wszystko.

Jeśli nadal jesteś fanką takiej bielizny, noś to, co lubisz – naprawdę nic mi do tego. Mam jednak silne przeczucie, że w większości szuflad trzydziestolatek wciąż leży jakiś komplet poliestrowej koronki, który od lat czeka na swoją wielką chwilę.

Nie musisz od razu wymieniać całej bielizny na bawełniane pantalony, ale warto pomyśleć również o swoim zdrowiu i komforcie. A jeśli czegoś nie nosisz, to może najwyższy czas się tego pozbyć.

Szpilki i inne niedopasowane buty

Będąc w klasie maturalnej, kupiłam sobie dość wysokie szpilki. Miały być na maturę, studniówkę i oczywiście do klubu. O zgrozo – były trochę za duże, obcierały mnie, a do tego poruszałam się w nich z gracją nowo narodzonej żyrafy.

Przez długi czas trzymałam je „na jakąś okazję”. I tak za każdym razem, kiedy szłam na wesele czy inne ważne wydarzenie, fundowałam sobie kilka godzin męczarni w butach, które kompletnie nie były dla mnie.

Na co dzień nie chodzę w szpilkach, ale wiem, że są okazje, kiedy buty na obcasie świetnie się sprawdzają. Jedną z nich był mój ślub. Właśnie na tę okazję zamówiłam buty szyte na miarę. Mogę w nich przetańczyć całą noc, a co najważniejsze – moje stopy w nich nie cierpią.

W życiu możesz być każdą bajkową postacią, ale chyba nie warto aspirować do Gryzeldy i Anastazji z „Kopciuszka”.

Jeśli interesuje Was więcej na temat mojego wesela, zachęcam do przeczytania wpisu: Wzięliśmy ślub! Nasze (nie)minimalistyczne wesele

Pudełko z pamiątkami

A teraz przyznać się – kto ma takie pudełko?

Ja skrupulatnie zbierałam w nim wszystkie zdjęcia i drobiazgi, które kiedyś wydawały mi się ważne i sentymentalne. Jakie było moje zdziwienie, gdy po wielu latach je otworzyłam i nie miałam bladego pojęcia, skąd pochodzi jakiś bilet autobusowy.

Czy jechałam wtedy na spotkanie z chłopakiem? A może na pierwszy dzień praktyk? Nie wiem. Ten kawałek papieru nie wywołał we mnie już żadnych emocji.

Warto przejrzeć wszystkie pamiątki i uczciwie ocenić, co nadal ma dla nas wartość, a co jest jedynie kolejnym przedmiotem zajmującym miejsce.

O sentymentach pisałam więcej w tym wpisie: Czy umiesz wyrzucić sentymenty do kosza?

To również dobry moment, aby stworzyć album ze zdjęciami. Jako dwudziestolatka byłam przekonana, że wszystkie ważne wydarzenia będę pamiętać do końca życia. Tymczasem po dziesięciu latach trudno było mi przypomnieć sobie, czy dany spływ kajakowy albo wyjazd w góry odbył się w 2014, 2015 czy 2016 roku. A czasem nawet gdzie właściwie byliśmy.

Swoją drogą mam w domu mnóstwo zdjęć moich dziadków i często zastanawiam się, gdzie oraz kiedy zostały zrobione. Właśnie dlatego warto podpisywać fotografie – dla siebie i dla przyszłych pokoleń.

Kosmetyki


Kolorowe kosmetyki

Pamiętacie modę na makijaż z 2016 roku? Ciemne brwi, mocno obrysowane usta i matowe pomadki?

Jako dwudziestolatka często eksperymentowałam z makijażem i szukałam swojego stylu. Teraz stawiam na bardzo minimalistyczny make-up, w którym nie ma miejsca na kolejne bronzery czy eyelinery.

Jeśli – podobnie jak ja – masz już wypracowany swój styl i nie używasz części kosmetyków, warto się ich pozbyć. Zwłaszcza jeśli pamiętają jeszcze 2016 rok.

Okej, wiem, wiem… jeszcze chyba nikt nie umarł od tego nieśmiertelnego pudru w kulkach z Avonu, który niczym wampir przetrwał w kosmetyczce każdej mamy. Ale uwierz mi – naprawdę warto rozstać się z przeterminowanymi i nieużywanymi kosmetykami.

Tutaj więcej o porządkach w kosmetyczce: Minimalistyczna kosmetyczka

Materiały edukacyjne

Okres studiów i pierwszych lat pracy był czasem bardzo intensywnej nauki. Jak nie studia, to studia podyplomowe. Jak nie podyplomówka, to warsztaty i szkolenia zawodowe.

W efekcie w szufladach uzbierał się całkiem pokaźny stos ćwiczeń, podręczników i płyt CD do nauki języków oraz rozwijania kompetencji zawodowych.

Jeśli nie korzystasz już z materiałów edukacyjnych, egzemplarze w dobrym stanie możesz sprzedać w internetowych antykwariatach. Warto zrobić to dość szybko, dopóki zawarta w nich wiedza jest jeszcze aktualna.

Ja z jakiegoś – nieznanego nawet sobie – powodu zostawiłam vademecum do matury z wiedzy o społeczeństwie, które dziś jest już całkowicie nieaktualne. Gdybym sprzedała je kilka lat wcześniej, mogłoby jeszcze komuś posłużyć. Teraz pozostaje już tylko makulatura.

I tak dotarliśmy do końca.

Co myślicie o tej liście? Dopiszcie w komentarzach swoje propozycje rzeczy, które Waszym zdaniem są zbędne w domu osoby po trzydziestce. Jestem bardzo ciekawa Waszych pomysłów. 🙂