Leo Babauta już od ponad 16 lat na swoim blogu zenhabits, uczy o tym, jak ograniczać przedmioty. W 2007 roku stworzył listę najważniejszych rzeczy niezbędnych do życia. Dzisiaj Leo może pochwalić się tym, że ma niewiele ponad 40 przedmiotów. Na początku swojej drogi, tych rzeczy miał 100. Postanowiłam również policzyć swój majątek i sprawdzić, czy daleko mi do guru minimalizmu.

Minimalist Fun: The 100 Things Challenge

Co znalazło się na mojej liście?

Rzeczy, które znalazły się na mojej liście to przedmioty tylko moje. A więc te, które świadomie zakupiłam lub otrzymałam w prezencie. Wszystkie przedmioty są trwałe, a do swojego eksperymentu postanowiłam podejść z dużą dokładnością. Dlatego na mojej liście znalazła się również każda osobna para skarpetek.

Na listę trafiła:

  • Elektronika (wraz z ładowarkami i innymi elementami komplementarnymi),
  • ubrania,
  • książki,
  • gry,
  • notatniki,
  • akcesoria (pasek, klamerka do włosów, gumki),
  • dekoracje.

Czego nie wpisywałam na listę?

Moim rzeczami mogę dysponować do woli. To ja zdecydowałam o tym, że chcę je mieć i świadomie je zakupiłam. Nie mieszkam jednak sama, dlatego sporo rzeczy, które mnie otacza, nie są moje. Do tej listy nie zaliczałam również mebli, akcesoriów kuchennych (z tego korzysta cała rodzina), jak i kosmetyków (to nie są produkty trwałe).

Ile mam rzeczy?

Podliczenie tego wszystkiego zajęło mi o wiele mniej czasu, niż się spodziewałam. Wynik natomiast mnie zaskoczył. Nie trzymając już nikogo w niepewności, mam łącznie 150 przedmiotów.

To dużo czy mało?

Myślę o tym, że każda z tych rzeczy ma swoją historię. W końcu notatnik, bluzka, klamerka, obrazek na regale… nic z tego nie znalazło się przypadkiem. Kiedy myślę o tym, ile razy w roku podejmuje decyzję o zakupie czegoś, to nagle to 150 rzeczy wydaje mi się dużo. To w końcu 150 decyzji na temat tego, czy warto coś przynieść do domu. Wspomnę również, że wiele z tych rzeczy nie ma nawet roku. Regularnie sprzedaje lub oddaje przedmioty, dlatego rzeczy w moim domu są raczej czymś płynnym niż stałym. To oznacza, że praktycznie codziennie w mojej głowie toczą się rozważania nad tym, czy coś kupić, czy nie. Kiedy o tym myślę w ten sposób, 150 rzeczy wydaje się sporą liczbą.

Z drugiej jednak strony wiem, że ograniczenie 150 rzeczy do 100 nie byłoby dla mnie żadnym problemem. Książki, które przeczytam, mogę oddać (na ten moment mam ich tylko 4). Kilka ubrań w szafie niedługo również znajdą się na vinted. Na miejsce oddawanych przedmiotów, do tej pory znajdywały się nowe. Dlatego mogę pokusić się o stwierdzenie, że od kilku lat utrzymywałam podobną liczbę rzeczy. Tym razem mogłabym nie kupować nic nowego, tym samym za jakiś czas trafiłabym na nieistniejącą listę chwały guru minimalistów. Tego jednak nie zrobię. Dlaczego?

Po co mi to było?

Odnoszę wrażenie, że to mistyczne posiadanie 100 rzeczy owiane zostało pewną legendą. Trochę tak, jakby to był bilet do lepszego świata, sposób na rozwiązanie wszystkich problemów życiowych. Nie potrzebuję 100 rzeczy, bo doskonale wiem, co jest mi potrzebne, a co nie. Na ten moment mam 3 swetry w szafie. Tylko jeden jest wykonany z naturalnego materiału, pozostałe to syntetyki. 3 to dla mnie idealna liczna swetrów, ale chciałabym je wymienić tylko na te z dobrym składem. Wiele przedmiotów, które mam, to rzeczy niewielkiej wartości. Do najdroższych zaliczę laptop i telefon. Brakuje mi przedmiotów, które nie są niezbędne do życia, ale poprawiają komfort – kocyk.

Zmierzam do tego, że nie liczy się to, ile mam, a co mam. Ważne jest dla mnie, czy rzeczy w moim otoczeniu są przydatne i sprawiają mi radość. Nic innego nie powinno się liczyć.

Czy warto policzyć swoje rzeczy?

Liczenie przedmiotów to wśród minimalistów zawsze kontrowersyjny temat. Jak w końcu policzyć majątek tak, aby było dobrze? Czy skarpetki liczyć parami, czy osobno? Co głowa, to inne zdanie. Policzenie przedmiotów w moim otoczeniu było ciekawym eksperymentem. Mogłam się z bliska przejrzeć swoim rzeczom i zobaczyć, co tam naprawdę jest mi potrzebne. Szczerze, nie musisz jednak tego robić. To zbędne. Jeśli chcesz ograniczyć przedmioty, skup się na tym, co potrzebujesz i co sprawia Ci przyjemność.