Min

Minimalizm jest tematem popularnym i od ponad 10 lat można spotkać się z radami wielkich guru. Chociaż w Polsce taki styl życia postrzegany był długo jako coś podejrzanego, dzisiaj coraz chętniej sięgamy po poradniki. Niektóre inspirują, inne przyprawiają o gęsią skórkę.

Większość poradników na temat minimalizmu to książki, które trafiają w moje gusta. Niestety, jedna z pierwszych książek o tej tematyce, którą przeczytałam była wyjątkowo specyficzna. O jakiej książce mowa?

Sztuka prostoty – Dominique Loreau

Sztuka prostoty to pierwsza książka o minimalizmie, którą przeczytałam. 4 lata temu znalazłam ją na stosie książek, które szukały nowego domu. Wśród starych podręczników i instrukcji, ta niewielka biała książka wyglądała wręcz zjawiskowo. Jej okładka przykuła od razu moją uwagę i bez zastanowienia zabrałam do domu. Chociaż lektura ta ma 254 strony, czytało mi się ją opornie. Dlaczego? Bo była nieprzyjemna.

Nie polubiłam autorki

Wybierając minimalizm jako swój styl życia, chcemy pozbyć się chaosu, nadmiaru i wybrać życie szczęśliwe, spokojne. Sztuka prostoty jest trochę jak te wszystkie piękne Instagramy. Dużo tam ładnych zdjęć, ale mało motywacyjnych treści. W końcu tego oczekuję od książki o minimalizmie. Autorka książki zrobiła na mnie wrażenie osoby zadzierającej nosa. Momentami odnosiłam wrażenie, że patrzy z góry na osoby takie jak ja.

Najgorsze rady z tej książki

Chociaż książkę przeczytałam dawno temu, do dzisiaj w mojej głowie utkwiły dwie rady.

  1. Kobieta elegancka to taka, która czekając na stacji na pociąg, będzie umieć spędzić czas ze swoimi myślami nawet kilka godzin. Rozumiem bycie w ciszy. Chwila spokoju bez rozpraszaczy. Czy naprawdę jednak o moim braku elegancji świadczy to, że czekając na środek transportu, będę czytać, słuchać muzyki lub podcastu? Nie mam potrzeby wypełniania każdej wolnej minuty telefon, pobyć z własnymi myślami to rzecz zdrowa. Mimo wszystko, bez przesady.
  2. Amerykanie i Europejczycy nie dbają o higienę W Azji, myje się nawet gałki oczne. Do dzisiaj myśl o tym fragmencie książki sprawia, że oczy zaczynają mnie szczypać. Autorka dokładnie opisała, jak wyglądała jej wizyta w łaźni i jak kazano jej przemywać sobie gałki. Początek był bolesny, ale z każdym razem, coraz mniej odczuwała dyskomfort. Nie jestem okulistką, nie będę negować tego, czy nasze gałki są brudne, czy nie (chociaż wydaje mi się, że łzy oczyszczają wszelkie zanieczyszczenia), to nieszczególnie podoba mi się taka narracja.

Sztuka prostoty to książka, która pokazuje, że minimalizm to nie tylko mało rzeczy, ale i styl życia. Niestety odnoszę wrażenie, że za bardzo skupia się na kreowaniu jakichś nierealnych do osiągnięcia wzorców człowieka-robota. Istoty, która się nie nudzi, a jedyne emocje, jakie odczuwa, to satysfakcja z luksusu. Prostoty w tej książce nie znalazłam, ale sporo markowych ubrań już tak.

Osobiście nie polecam książki. Jeśli jednak chcecie sami się przekonać, to tę pozycję znajdziecie już od 10 zł w Internecie.