Wabi-sabi to japońska filozofia, która uczy odpuszczania i doceniania rzeczy nieperfekcyjnych.

Minimalizm, który wszyscy znają

Minimalizm, zwłaszcza w tej zachodniej interpretacji, pokazuje perfekcyjny ład, porządek i spokój. Jednorazowe i tanie przedmioty zamieniane są na te prestiżowe i drogie. Wszyscy mamy w głowach zdjęcia białych wnętrz, na tle których wyróżniają się zielone liście monstery i najnowszy MacBook ustawiony na dębowym stoliku.

Minimalizm jest perfekcyjny

Minimalizm czerpie radość z estetyki i dąży do perfekcji. Wyeliminowania stresu z pracy, idealnych poranków i udanych relacji rodzinnych.

Chęć perfekcyjnego życia nieraz powoduje frustracje. Znasz pewnie to uczucie, kiedy wszystko się wali, a ktoś mówi – będzie dobrze! Ja znam i wiem, że odpuszczanie, godzenie się z wieloma kwestiami, które nie zawsze są po naszej myśli, nigdy nie jest proste.

Dookoła same that girl, ten lepszy syn koleżanki twojej mamy i piękne zdjęcia na Instagramie, a ta markowa sukienka z polskiej marki wcale nie sprawia, że życie wydaje się jak w opowieściach minimalistów.

Wabi-sabi nieperfekcyjny minimalizm

Wabi-sabi to filozofia tak podobna, a jednocześnie zupełnie inna. Zwraca uwagę na rzeczy nieperfekcyjne i uczy ich doceniania. Zamienia drogie i ekskluzywne rzeczy na surowe i proste. Stroni od luksusu i przepychu, ale dba o jakość i wykonanie. Wabi to pokora, surowość, docenienie tego, co się ma i otaczającej nas natury. Sabi jest bowiem umiłowaniem rzeczy starych i wyblakłych. Zamiast nowych talerzy z IKEA doceni starą porcelanę. Słowo to oznacza również pogodzenie się z upływem lat.

Wabi-sabi we wnętrzach

We wnętrzach dominuje kolor beżu, brązu, bieli i szarości. Pomieszczenia w stylu wabi-sabi są często surowe, a meble w nieregularnych kształtach. Chociaż cały styl wygląda prosto i minimalistycznie, nie można odmówić tego, że są to aranżacje bardzo kosztowne.

Wabi-sabi na polskim blokowisku

I ta kwestia właśnie zastanawia mnie najbardziej. Czy możemy wabi-sabi przenieść na nasze polskie betonowe podwórka? Z jednej strony w każdym mieszkaniu możemy znaleźć stare i zużyte przedmioty, które z czasem nabierają patyny. Z drugiej nie jestem pewna, czy meblościanka z PRLu i szeleszczące radio wpisuje się w tę ideę.

Może jednak czasem warto milszym okiem spojrzeć na to, co nas otacza. Docenić starą zastawę, drewniane meble i to, że nie warto mieć wszystkiego, co najnowsze. Skupić się na tym, aby być i dbać o wnętrza czyste i poukładane, zamiast gonić tylko za tym, co na metce jest minimalistyczne.

W całej tej metodzie najbardziej podoba mi się surowość. Jak i to niezrozumiałe połączenie przedmiotów nieperfekcyjnych z wysoką jakością. Chociaż wnętrzarskie podejście do wabi-sabi nie wpasowuje się w moje gusta, to sama filozofia bardzo mocno do mnie przemawia. To właśnie ta akceptacja czasu, surowość i brak perfekcjonizmu sprawia, że czuję się z myślą o tym wyjątkowo.

A Ty co myślisz o wabi-sabi?