Potrzebujemy przedmiotów w naszym życiu. Ubrania to nie tylko konwencjonalna potrzeba zakrywania swojego ciała. To również sposób wyrażania naszego stylu i osobowości. Rzeczy mogą nam ułatwić codzienność, oszczędzić nasz czas, stworzyć piękne wspomnienia. Sprawny telefon, z pomocą którego skontaktujesz się z bliskimi, zrobisz piękne zdjęcia na pamiątkę i odkryjesz nowe przepisy na ciasto, jest lepszy niż rozklekotany telefon wyświetlający trzy piksele na krzyż i zawieszający się przy każdej próbie odpalenia aplikacji.
Przedmioty mogą wywoływać radość lub frustrację i wie to każdy, którego spokojne „halo, słyszysz mnie?” zamieniło się w „HAAAALOOO! PRZERYWA!!!” Rozkładanie namiotu, składanie mebli IKEA, krojenie tępym nożem… już sama myśl o tym wywołuje pewną frustrację.
Z drugiej strony mamy wyczekiwany pierścionek zaręczynowy, pierwsze malutkie skarpetki dla dziecka i bukiet kwiatów na stole. Z całą pewnością rzeczy to emocje. Problem jednak pojawia się w momencie, w którym to przekroczenie granicy rozsądku następuje niezauważalnie.
Dlaczego gonimy za nowościami?
Między tym jest jednak luka, w którą wkradają się te z pozoru zbędne rzeczy. Niektórzy wymieniają sprawny telefon na nowszy model. Kiedy widzę kolejki przed sklepem Apple, zawsze zadaję sobie jedno pytanie: dlaczego? Dlaczego ktoś chce stracić kilka lub kilkanaście godzin po telefon, który nie różni się prawie niczym od poprzedniej wersji? Dlaczego ktoś chce wydawać ciężko zarobione pieniądze na coś, co już ma? Dlaczego tak bardzo gonimy za nowościami i trendami? Nawet kolekcje w sklepach zmieniają się co kilka tygodni. Odpowiedź jest prosta: bo mogą.
Nie mogę ganiać za ludźmi i narzucać im swoich racji. Każdy ma prawo robić ze swoim czasem i pieniędzmi to, na co ma ochotę. Jeśli jednak tak jak ja czujesz, że to nie jest w porządku, to możemy sobie uścisnąć dłonie.
Jak marketing kształtuje nasze potrzeby
Nic tak jak marketing nie modeluje naszych potrzeb. Reklamy już nie są tak bezczelne jak kiedyś. Dzisiaj samo pokazanie produktu i hasło „to zmieni Twoje życie!” to za mało. Współcześnie reklama jest wszechobecna, ale w sposób tak subtelny, że wpisuje się w nasz codzienny krajobraz.
Moje doświadczenia z „cudownymi” gadżetami
Zdarzyło Ci się coś kupić tylko dlatego, że ktoś inny to miał? Mnie tak. Jednak nowy bibelot wcale nie odmieniał mojego życia. Obiecałam sobie, że jak będę mieć Thermomixa, to będę codziennie gotować. Używam go do 3-4 funkcji. To samo z iRobotem, który ciągle stroi fochy i zdecydowanie więcej zabawy jest z jego czyszczeniem i wymianą wszystkich rolek i wałków niż w przypadku zwykłego odkurzacza na kabel.
Ulegamy rzeczom, bo obiecują nam coś, czego realnie nie są w stanie dać. A w rezultacie wracamy do znanych i prostych rozwiązań – ja do dzisiaj wolę gotować w zwykłym garze niż później bawić się z myciem robota kuchennego.
Prostota zamiast zbędnych wydatków
Nie bagatelizuję funkcji rzeczy, ale też widzę sens, aby wiele rozwiązań upraszczać. Nowa suszarka turbo 2000 za trzy Twoje wypłaty wcale nie będzie lepsza od zwykłej suszarki, którą już masz. Nie zawsze i nie wszędzie potrzebujesz nowych przedmiotów. One nie dadzą Ci szczęścia. Przeciwnie – przyniosą więcej problemów.





Ludzie mają coraz więcej możliwości i nie doceniają tego, co jest tu i teraz albo w naszej dłoni. Zdecydowanie nie rozumiem wymiany telefonu na nowy, bo jest nowy… ściskam Twoją dłoń. Mnie też bardzo smuci, jak dużo osób kupuje co sezon (a szczególnie na sezon jesienny) tematyczne bibeloty. Czy nie lepiej kupić jedne, a porządne ozdoby świąteczne i mieć na lata albo zrobić piękny jesienny bukiet? Wypić kubek dobrej jakości naparu lub herbaty w kubku, który już posiadamy? Pepco, Action już od lipca wypełnia się gadżetami, które potem chowane są w piwnicy (Marie Kondo już patrzy groźnie:)) albo co gorsza wyrzucane… Dziwię się, że rzadko kto mówi, jak dużo wydaje się na takie bzdety. Przy czym porządny sweter, wizyta u stomatologa czy rozwijające warsztaty już są „za drogie”…
Cześć!
Podpisuję się pod Twoimi przemyśleniami rękami, nogami i końcówkami wszystkich włosów 😁
Coraz ciężej jest odizolować się od reklam i całej marketingowej machiny, które mówią jak żyć i czego „potrzebujemy”.
Wiadomo: nowe, sprawne przedmioty potrafią ułatwić nam życie i zwyczajnie sprawić przyjemność, jednak coraz częściej nowe przedmioty = nowe problemy.
Teraz jest od groma rzeczy, które „trzeba mieć i zmienia nasze życie!”: wspomniane w przez Ciebie Thermomix i iroboty, wszelkie airfryery, multicookery, suszarko-lokówka za 3 tysiące, nawet ścierki z mopem muszą być na wypasie i kosztować krocie.
Nie ukrywam, parę razy dałam się nabrać i kupilam coś, z czego przestałam korzystać i ostatecznie sprzedałam, bo nie spełniało to swojej funkcji: Thermomix i Airfryer, ponieważ okazały się za małe do przygotowywania jedzenia na parę dni do przodu dla dwóch osób. Jednak zwykły blender z dwiema końcówkami i piekarnik lepiej się sprawdzają.
I coś czego do tej pory nie mogę sobie wybaczyć, czyli wypasione ścierki, ale całe szczęście tylko dwie na próbę. Stara, dobra, marketowa mikrofibra wciąż wygrywa ten pojedynek 🤭
Po tych bublach zakupowych, które niby miały ułatwić życie, a jedynie wydrenowały portfel, wniosek nasunął się sam: prostota i minimalizm to najlepsze gadżety 😁
Ściskam,
Kamila