Od kiedy ograniczyłam w swojej codzienności scrollowanie instagrama, łapię się na tym, że coraz częściej przeglądam ubrania w sklepach internetowych. I chociaż rzadko lądują one w moim koszyku, to pojawiła się pewna refleksja nad tym, skąd ta potrzeba przeglądania nowych rzeczy?

Ciągle się kimś inspirujemy

Im więcej czasu online, tym bardziej jesteśmy narażeni na inspiracje lub polecajki innych osób. Sama się na tym łapie, że kiedy widzę na Pintereście kolaż z outfitem na lato, od razu pojawia się we mnie myśl, że do podobnej stylizacji brakuje mi na przykład takich spodni –  i cyk, ląduję na Vinted, przeglądając ubrania w danym fasonie. To jednak nie jedyny problem, bo inspiracje przychodzą z każdego miejsca. Polecajki od ulubionej influencerki, jakaś nowość, która spodobała się u znajomej, a czasem zwykłe opatrzenie się rzeczami, które mamy.

Zamówienie jakiejś nowości, której nie potrzebujemy, często jest wynikiem mylnego przekonania, że ta rzecz zapewni nam lepszą przyszłość. W nowych ubraniach będziemy czuć się pewniej siebie, nowy telefon sprawi, że będziemy robić więcej zdjęć, a rzeczy do organizacji domu, zapewnią porządek. I cóż, czasem tak jest. Jeśli jesteście ze mną na blogu od dłuższego czasu, doskonale znacie moje podejście do kupowania nowych przedmiotów. Nowości potrafią sprawić radość i być potrzebne. Natomiast warto rozróżnić zachciankę od potrzeby. Jeśli mamy szafę niedomykającą się od ubrań, to kolejna bluzka nie sprawi, że poczujemy się lepiej.

Doceniaj rzeczy, które masz

Co jakiś czas pojawia mi się myśl, aby wymienić mój pięcioletni telefon. W następnej chwili uświadamiam sobie jednak, że mój sprzęt działa jak należy, a jego zmiana jest zbędna. Kiedyś byłam przekonana, że z nowym telefonem będę bardziej aktywna w social mediach i tam będę częściej publikować treści związane z moim blogiem. Jak się okazuje kwestia niechęci publikacji w social mediach nie jest zależna od telefonu. Podobnie jest z ubraniami, czy przedmiotami codziennego użytku.

Jak z tego zrezygnować? Zadbaj o przedmioty, które już masz.

Jak ograniczyć potrzebę kupowania nowości?


Mój kryzys ubraniowy zażegnałam od kiedy patrzę na to, co mam z większą czułością. Regularne pranie to oczywiście minimum, ale wybieram proszki i tryb, który nie zniszczy mi ubrań. Ponadto staram się regularnie prasować (zamiast zostawiać ubrania w kolejce do prasowania na kolejne tygodnie). Zapieram również wszystkie plamki, które się pojawiają tego samego dnia oraz ceruję ewentualne małe dziurki. Kiedy tylko widzę, że czegoś nie noszę, staram się to oddać lub odsprzedać. Dzięki temu w szafie mam porządek. To sprawia, że doskonale wiem, co mam, a wszystkie ubrania są w dobrym stanie.

Jeśli coś mi się opatrzyło, staram się wprowadzić małą zmianę, jak chociaż zestawienie danej bluzki ze spódnicą lub spodniami, których wcześniej nie łączyłam razem. Podobnie jest w kwestii sprzętu. Czasem małe porządki w cyfrowej przestrzeni mogą sprawić, że z naszego starego sprzętu będzie się korzystać przyjemniej. Wystarczy wymienić potłuczoną szybkę w telefonie, usunąć zbędne aplikacje, stare maile, wyczyścić pamięć ze zduplikowanych zdjęć i zrobić taką pierdółkę, jak zmienić zdjęcie na tapecie. Małymi krokami dany przedmiot może cieszyć na nowo, dzięki temu konieczność zakupu nowej rzeczy zostanie zminimalizowana.

Jeśli jesteście ciekawi, jak wprowadzić cyfrowy porządek, polecam jeden ze swoich pierwszych wpisów: Przestrzeń w Internecie.

A jak jest w Waszym przypadku? Szybko nudzicie się tym, co już macie? A może nie przykładacie większej uwagi do tego, co macie?