Bez owijania w bawełnę – lubię pieniądze. Oszczędności dają mi poczucie stabilności i bezpieczeństwa. Drażnią mnie natomiast nieprzewidziane wydatki lub kompulsywne zakupy. Chociaż staram się do finansów podchodzić racjonalnie, jest kilka sytuacji, które je rujnują. Dzisiaj trochę o moich (ale nie tylko) błędach w zarządzaniu pieniędzmi.

Pani oszczędnicka


Od dziecka byłam oszczędna. Jako nastolatka w ramach rozrywki notorycznie wpisywałam na klawiaturze *100#, aby wyświetlił mi się stan konta na telefonie. Do dzisiaj pamiętam dialog z koleżanką pod blokiem, w którym prosiłam, aby streszczała się z rozmową, bo na koncie zostało mi tylko 20 zł, co mocno ją rozbawiło.
Na swoją obronę muszę powiedzieć, że jestem oszczędna, ale nie skąpa. Z większą przyjemnością wydaje na wycieczki lub dobra lepszej jakości. Lubię wydawać – z głową i robię wszystko, aby nie żyć od pierwszego do pierwszego.

Wiem, że przy odpowiednich nawykach mogłabym zaoszczędzić więcej. Gdzie ostatnio popełniłam spore błędy finansowe?

Inwestycja w samorozwój

Okej, tutaj będzie kontrowersyjnie. Uważam, że warto inwestować w swój rozwój, ale to zawsze powinien być wybór przemyślany. Ja w zeszłym roku podeszłam zbyt frywolnie do dwóch kwestii i za każdym razem, kiedy uiszczam opłatę, połykam gorzkie łzy rozpaczy. A dokładnie zapisałam się na siłownię i studia podyplomowe.

Siłownia

Brakuje mi ruchu i bardzo chciałam polubić się ze sportem. Pomyślałam więc, że siłownia będzie dobrym pomysłem. Nic bardziej mylnego, bo byłam tam zupełnie zagubiona. Bez pomocy trenera nie wiedziałam, co mam robić. Moja seria ćwiczeń na maszynach kończyła się po 30 minutach, a ja – brzydko mówić – kręciłam się po sali, jak smród po gaciach. Po dwóch miesiącach stwierdziłam, że nie będę siebie oszukiwać. O ile z siłowni mogłam zrezygnować, opłacać musiałam ją dalej. Bardzo nieprzemyślany ruch.

Studia podyplomowe

Nasłuchałam się ludzi w Internetach i stwierdziłam, że ja też mogę coś zrobić ze swoim życiem. Chociaż od czterech lat pracuję w marketingu, zawsze miałam poczucie, że mam w tym sporo braków. Dlatego postanowiłam zapisać się na studia podyplomowe z e-marketingu i social mediów. Początkowo byłam w skowronkach, bo zajęcia są prowadzone przez praktyków, a w planie nie było żadnych zapychaczy w postaci OWI czy kursów bibliotecznych. Moje rozczarowanie uderzyło mnie już po pierwszych zajęciach. Okazało się, że cały materiał jest dla osób zupełnie początkujących. Ponadto spotkań mamy od 2 do 4 w miesiącu. Za kwotę 530 zł miesięcznie, zupełnie mi się to nie kalkuluje.
Inwestycja w siebie nie jest złym pomysłem. Żałuję, że kwotę 6 tysięcy złotych nie przeznaczyłam na coś lepszego. W Internecie jest sporo solidnych kursów, z którymi mogłabym zyskać o wiele więcej, a niestety ta dyplomówka nie będzie żadnym atutem w moim CV.


Mix sałat w koszu

Moim największym problemem od lat są zakupy żywieniowe. Niestety ogrom wyrzucanego jedzenia jest czymś, co obciąża moje poczucie winy. Kupuję, chowam do lodówki i wyrzucam. To samo z resztkami obiadu. Ugotowane ziemniaki, makaron, ryż, który kończy w pudełeczku na później, zawsze wyląduje w koszu. Równie dobrze od razu mogłabym wyrzucić pieniądze do śmietnika.
Co jakiś czas mam zryw motywacji, w którym obiecuje sobie, że zmienię ten paskudny nawyk. Gotowanie jednak nie jest moją bajką i o wiele częściej wolę zjeść na mieście lub zamówić na wynos. Gdybym miała dobrze przemyślany tygodniowy jadłospis i trzymała się określonej listy zakupów, na pewno znacząco ograniczyłabym wydatki na żywność.

Brak analizy budżetu

Dwa lata temu stworzyliśmy sobie z mężem tabelkę w excelu. Raz w tygodniu mieliśmy wpisywać nasze wydatki, aby mieć wszystkie koszty życia pod kontrolą. Na ten moment jest tam 5 arkuszy z losowymi miesiącami. Kontrolowanie budżetu jest najwyraźniej czymś ponad moje chęci. Brak takiej kontroli sprawia, że trudniej naprawić pewne błędy.

Nie wiem, gdzie są pieniądze

Gdzieś ostatnio usłyszałam, że łącznie na kartach podarunkowych do Starbucksa jest kilkadziesiąt milionów dolarów. Nie każdy wyczerpuje swoje karty do zera. Najczęściej zostaje tam trochę, a przypadków takiego porzucania swoich pieniędzy jest naprawdę sporo. Nikt z nas przecież nie będzie buraczyć i przejmować się małymi sumkami. Katy podarunkowe do popularnej kawiarni pokazują jednak, że grosz do grosza potrafi uzbierać naprawdę sporą kwotę. Gdybyśmy się dokładnie zastanowili nad tym, gdzie raz w miesiącu lądują nasze pieniądze, może łatwiej byłoby nam to kontrolować. Jestem pewna, że każdy ma jakąś subskrypcję, którą mógłby anulować bez wyrzutów sumienia.

W moim przypadku jest to na przykład ubezpieczenie od banku, które z jakiegoś niezrozumiałego mi powodu pobiera raz w miesiącu 5 zł. Od pół roku mam zamiar to anulować, ale niestety ciągle mi nie po drodze.

Pani to wpisze na zeszyt

Czy ktoś jeszcze pamięta kupowanie w sklepikach osiedlowych i słynne wpisywanie na zeszyt? Dzisiaj się już tego raczej nie praktykuje. Jednak Internet daje nam wiele możliwości, aby zaciągać długi. Sama staram się unikać jak ognia brania produktów na raty. Jeśli już to robię, staram się, aby wszystko spłacić jak najszybciej. Z moich obserwacji jednak jasno wynika, że ludzie dosłownie uwielbiają kupować z odroczonym terminem płatności. Zwłaszcza od kiedy weszła do Polski Klarna.

Moim zdaniem, jeśli nie stać nas na coś w danej chwili, może warto zrezygnować z danego zakupu? Nasz budżet powinniśmy częściej brać pod lupę i bardziej analizować to, na co przeznaczamy pieniądze. Nawyki mają jednak to do siebie, że potrafią urosnąć do sporych rozmiarów. Nie będę nikogo oszukiwać, że rzucają palenie za 10 lat, kupicie sobie Porsche. Historyjki o tym, że młodzi nie mają na mieszkanie, bo kupują sojowe latte na mieście, też możemy włożyć między strony bajki. Jednak jestem pewna, że odpowiednie zarządzanie budżetem domowym możemy dać nam większą stabilność finansową.

Co dodalibyście do tej listy?