Przed każdym wyjazdem, urlopem, świętami pojawia się w moim sercu ogromna chęć kupienia czegoś nowego. Oczami wyobraźni widzę siebie w nowej sukience, pozującej przy brzegu oceanu.
Nie raz jednak przekonałam się, że wcale nie potrzebna jest nowa sukienka, aby czuć się dobrze i zrobić sobie ładne zdjęcie. Owszem, nowe rzeczy mogą sprawić radość. Jednak w dzisiejszym czasach trudno odróżnić coś naprawdę potrzebnego i coś co sprawi nam szczerą radość, od chwilowej zachcianki. Nic dziwnego, bo współczesny świat otacza nas falą marketingowych obietnic. Te komunikaty docierają do nas nieustannie – w internecie, na ulicy, w mediach społecznościowych. Stopniowo wpływają na nasze myślenie, często bez naszej świadomości.
Efekt? Kupujemy przedmioty, które tak naprawdę nie są nam potrzebne. Szafy pękają w szwach, a, garaże przestają pełnić swoją funkcję. Nnasze przestrzenie mieszkalne zapełniają się produktami, które w momencie zakupu wydawały się konieczne, ale dziś zbierają kurz.
Jedno pytanie, które wszystko zmienia
Istnieje skuteczna metoda radzenia sobie z pokusami konsumpcjonizmu, o której przeczytałam na blogu becomingminimalist. To zadanie sobie bardzo łatwego pytania, przed kupieniem czegoś nowego:
Co jeśli tego nie kupię?
Nie chcę nikogo zachęcać do zupełnego braku kupowania nowych rzeczy. Wielokrotnie powtarzałam i będę się tego trzymać rękoma i nogami, że potrzebujemy w swoim życiu przedmiotów. Jednak współcześnie trudno jest odróżnić prawdziwą potrzebę od zachcianki. Dlatego następnym razem przed zakupem, odpowiedź sobie na pytanie, co się stanie, jeśli tego nie kupisz. Jeśli dana rzecz nie sprawi Ci radości na dłużej, nie jest potrzebna i nie zmieni absolutnie nic w Twoim jutrzejszym dniu, to lepiej ją sobie odpuścić.





Cieszę się, że tutaj trafiłam. Trafiasz w samo sedno. Dzięki Tobie w moim życiu jest mniej rzeczy, a co za tym idzie więcej spokoju. Zanim cokolwiek kupię myślę 2 razy. Dzięki temu mam coraz mniej przedmiotów, które są nieudanym zakupem…
Bardzo mnie cieszy, że moje treści okazują się przydatne 🙂 Nieudanych zakupów trudno uniknąć, mnie ciągle się zdarza, ale jest tego zdecydowanie mniej niż kiedyś.