Kiedyś myślałam, że wystarczy zamknąć przeglądarkę internetową, aby odciąć się od hejtu i negatywnych komentarzy. Dzisiaj odnoszę wrażenie, że ta agresja coraz częściej przenosi się również do naszego świata rzeczywistego i jestem tym szczerze przerażona.
Agresja nie zaczęła się od internetu
Świat nigdy nie składał się z tęcz i motylków. Mimo coraz większej świadomości dotyczącej zdrowia psychicznego nadal mamy problem z panowaniem nad własnymi emocjami. Czynników jest naprawdę wiele. Od rozdrażnienia, przemęczenia i traum, które później przekładamy na bliskich lub otoczenie, aż po ludzi, którzy po prostu lubią i chcą siać zło.
Do dzisiaj pamiętam moją pierwszą studencką pracę, którą szczerze uwielbiałam. Aż do momentu pierwszego przykrego klienta. Wtedy mój kolega powiedział:
„Wiesz, niektórzy tutaj przychodzą tylko po to, aby się wyładować na sprzedawcy”.
I coś w tym jest. Niektórzy traktują pracownika sklepu, kelnera czy konsultanta jak bezpieczny worek treningowy do wyrzucenia z siebie wszystkich emocji.
Dorosłym ludziom trzeba przypominać o szacunku
Widać to bardzo mocno również w internecie. Dobrym przykładem była kampania Good Lood z hasłem „Nie bądź oblechem – nie, nie zrobimy Ci loda”, która wywołała falę negatywnych reakcji. Niezależnie od tego, czy komuś podobała się sama kampania, czy nie, zastanawia mnie coś innego: jak szybko zwykły komunikat o szacunku wobec drugiego człowieka potrafi wywołać ogromne emocje.
I naprawdę nie jestem w stanie pojąć, jak tak podstawowa wartość jak szacunek do drugiego człowieka musi być przypominana dorosłym ludziom.
Płacimy za agresję
W ostatnim poście pisałam o mojej rezygnacji z social mediów. Jednym z argumentów było właśnie to, że Facebook nagminnie podsyłał mi mocno polaryzujące treści. Takie, przy których nie mogłam powstrzymać się przed wejściem w sekcję komentarzy. Jednak skalę hejtu nakręcają nie tylko komentujący, ale również sami twórcy internetowi i algorytmy.
No bo zobaczmy, jakie to jest kuriozalne, że 40-letniemu Adamowi o prawicowych poglądach, pojawiają się posty dotyczące draq queen.
Oczywiście, że może go po prostu ominąć. Może kliknąć trzy kropki i zaznaczyć, że nie chce oglądać takich treści. Ale zamiast tego Adam wchodzi w sekcję komentarzy i zostawia negatywny komentarz.
A co na to twórcy? Niektórzy blokują takich użytkowników, inni reagują. Bywają też tacy, dla których to świetny sposób do rozgłosu. W końcu hejt w internecie sprzedaje się najlepiej i poprawia zasięgi. Jeśli więc dany twórca może jeszcze monetyzować swoje treści na zawistnych komentarzach, to czemu nie?
Reagowanie na patologiczne sytuacje jest ważne. Z jakiegoś powodu nie reagujemy jednak na patostreamerów, tylko na zwykłych twórców, którzy tworzą swoje treści edukacyjne, pokazują swoje życie albo po prostu dzielą się swoimi zainteresowaniami.
Żyjemy w dość pokręconym społeczeństwie, w którym potrafimy negatywnie komentować zdjęcie kobiety w stroju kąpielowym na plaży, a jednocześnie płacić duże pieniądze za możliwość oglądania, jak patologia upija się przed kamerką.
I chyba właśnie to jest dla mnie najbardziej absurdalne.
Może warto czasami odpuścić?
Nie mam oczywiście gotowej recepty na to, jak sprawić, żeby ludzie przestali być dla siebie chamscy. Nie wiem też, czy internet kiedykolwiek przestanie być miejscem wolnym od agresji. Coraz częściej jednak myślę o tym, ile niepotrzebnych konfliktów mogłoby się po prostu nie wydarzyć. Nie każda rzecz wymaga komentarza. W końcu po drugiej stronie znajduje się człowiek i chyba powinniśmy przestać o tym zapominać.




