Lubię sobie czasem ponarzekać, jak chyba każdy w Polsce. Chociaż ta nasza narodowa cecha częściej jest przywarą, to takie wspólne pomarudzenie na problemy może być nawet całkiem przyjemne. O ile skończy się tylko na 10 minutach czystego podąsania się na świat, a nie wylewaniu z siebie żółci.

Okej, umówmy się – czasem nie narzekamy po to, aby dostać rady. Chcemy tylko, żeby po drugiej stronie ktoś nas ojojał i na tym skończył. Jednak czasem zdarzy się, że dostaniemy radę, która, o dziwo, zamiast wywołać obrót oczu do tyłu czaszki, daje nam do myślenia. Te 3 życiowe rady naprawdę zmieniły moje podejście do życia.

Nie zakładaj z góry, że nie masz racji

Nie pamiętam dokładnych okoliczności, ale wiem, że ktoś zwrócił mi uwagę na błąd w przygotowanym przeze mnie tekście. Pełna żalu napisałam do koleżanki polonistki, żeby zapytać, czy napisałam to poprawnie, czy tamta osoba ma rację.

Nie uważam, że mam niskie poczucie własnej wartości, ale jakoś tak naturalnie przychodzi mi zakładać, że osoba zwracająca uwagę na błąd musi być na tyle pewna swego, że w moich oczach rośnie do rangi autorytetu. I właśnie wtedy koleżanka napisała mi: „A dlaczego z góry zakładasz, że to Ty nie masz racji?”.

To zdanie bardzo mocno mnie uderzyło. Od tego czasu, kiedy spotykam się z jakąś krytyką, najpierw na spokojnie analizuję, dlaczego zrobiłam tak, a nie inaczej. Nie stawiam się od razu w roli ofiary i nie czuję się zaatakowana.

Czasem krytyka jest słuszna, kiedy indziej wiem, że to ja mam rację i umiem to wytłumaczyć. Nie zliczę, ile (głównie w zawodowych relacjach) miałam takich sytuacji. I to jedno zdanie pozwoliło mi trochę bardziej uwierzyć w siebie, a nie od razu kłaść uszy po sobie.

Język faktów, nie emocji

Czasem jednak krytyka jest trafiona i faktycznie po naszej stronie ktoś wyłapał błąd. W takich sytuacjach łatwo wpaść w spiralę negatywnych myśli.

Szef zwróci uwagę na źle wykonane zadanie albo partner powie, że mamy plamę na bluzce. Nie, to nie znaczy, że jesteśmy najgorszym pracownikiem na świecie, a nasza druga połówka uważa nas za fleję, którą się brzydzi.

I chociaż te przykłady są mocno przesadzone, to cóż – chyba każdej z nas zdarzyło się czasem wejść w rolę drama queen. I właśnie wtedy zatrzymuję spiralę samoobrażania i przypominam sobie o tym, że czasem warto słuchać języka faktów, a nie emocji.

Ktoś wskazał mi błąd, nie skrytykował mnie ani nie obraził. Czyjeś słowa naprawdę nie muszą być tak głębokie, jak nam się wydaje.

Pomyśl o tym jutro

Okej, ale co zrobić, kiedy spirala negatywnych emocji wleciała już za bardzo? Pierwsza godzina analizowania danego zdarzenia nie jest najgorsza, ale po kolejnych jest już po prostu najzwyczajniej zmęczonym. Umartwianie się lub tworzenie alternatywnych scenariuszy w głowie może odgrywać się w nieskończoność, a człowiek nie może się na niczym innym skupić.

Wtedy przypominam sobie radę, którą przeczytałam na blogu Simplicite – pomyśl o tym jutro.

Kiedy pierwszy raz spotkałam się z tą radą, stwierdziłam, że to nie może się udać. A jednak. Wystarczy, że zatrzymam swoje myśli i powiem sobie na głos: „Okej, dość. Pomyślę o tym jutro” i faktycznie, jak za pomocą magicznej różdżki, moja głowa się wycisza, a problem przestaje być taki palący.

Jestem ciekawa, jakie rady w Waszym życiu pomogły Wam zmienić nastawienie do problemów. Jeśli jesteście chętni, podzielcie się nimi w komentarzu 🙂