Lizbona od zawsze była moim wielkim marzeniem. Od pewnego czasu coraz częściej przebąkiwałam pod nosem, że w tym roku chciałabym zwiedzić stolicę Portugalii. Na gadaniu pewnie by się skończyło, gdyby nie mój mąż, który na nasze 30. urodziny sprezentował nam lot i pobyt w tym cudownym miejscu.

Przez lata tworzyłam sobie w głowie wiele wyobrażeń na temat tego miasta. Zdjęcia i filmy na blogach ani trochę nie oddają klimatu, który wyczuwa się zaraz po opuszczeniu lotniska.

Do Lizbony przyjechaliśmy na 3 dni, na początku czerwca – to idealny termin, bo właśnie wtedy odbywają się obchody świętego Antoniego. Mieszkańcy z tej okazji dekorują uliczki i sprzedają swoje tradycyjne przekąski. Osobiście polecam uczestniczyć w tym wydarzeniu w dzielnicy Alfama. Ceny są tam o wiele niższe niż w ścisłym centrum, chociaż wybór opcji nie należy do największych, a znalezienie jarskich opcji graniczy z cudem.

Img 3367

Jedzenie – co warto zjeść w Lizbonie?

I właśnie tutaj miałam największy problem. Nie lubię owoców morza, a to właśnie z nich słynie stolica Portugalii. Mimo wszystko, przyjeżdżając do danego kraju, chcę spróbować lokalnej kuchni. Niezależnie od tego, czy jestem w Hiszpanii czy we Włoszech, zawsze szukam lokali, które jak najbardziej oddają klimat danego miejsca. My udaliśmy się do A Merendinha do Arco Bandeira, gdzie czekały na nas ciasno rozstawione stoliki z obrusem w kratkę, niewygodne krzesła, dzban wina i ogromny wybór ryb.

I chociaż, jak wspomniałam wcześniej, nie jestem wielką fanką takiej kuchni, to wyszłam ogromnie szczęśliwa. W tym miejscu wyczuwa się historię, a wszystkie meble i naczynia z czasem nabrały patyny, co tylko dodało uroku całej restauracji.

Lizbona oferuje ogromny wybór restauracji, od lokalnych specjałów po kuchnie włoską, hiszpańską i azjatycką. Jeśli nie przepadacie za owocami morza, spokojnie znajdziecie tutaj coś dla siebie.

Jeśli już mowa o specjałach, to portugalskie desery są tym, co uwielbiam całą sobą. Pastéis de Nata można kupić na każdym rogu, ale osobiście polecam udać się do Pastéis de Belém, gdzie serwują tradycyjne desery w bardzo dobrych cenach. Za dwie kawy czarne i 4 naty zapłaciliśmy 8 euro.

Cukiernię tę warto również odwiedzić ze względu na przepiękne miejsce i jej historię. Początkowo ciastka te były produkowane przez zakonników, którym po krochmaleniu habitów białkami zostawało bardzo dużo żółtek. To właśnie wtedy narodził się pomysł stworzenia kruchych ciastek z zapiekanym budyniowym nadzieniem. Przepis ten po latach został sprzedany pobliskiej cukierni, która do dzisiaj przygotowuje ciastka według oryginalnej receptury.

Img 3270

Lizbona – co zwiedzić

Do Lizbony pojechaliśmy bez większego planu. Chciałam jednak wyciągnąć z tego pobytu jak najwięcej, a nie tylko zrobić sobie zdjęcie z pomnikiem króla czy budynkiem, o którym nic nie wiem. Właśnie dlatego zdecydowałam się na prywatną przewodniczkę, która od 15 lat mieszka w Lizbonie. Monika jest absolwentką iberystyki oraz kulturoznawstwa, dzięki temu mogliśmy poznać nie tylko dokładne informacje na temat poszczególnych zabytków, ale i cały kontekst kulturowo-społeczny. Dzięki temu łatwiej było nam zrozumieć wiele kwestii. Ponadto dostaliśmy wiele cennych tipów, dzięki którym samodzielne zwiedzanie tego miasta stało się o wiele łatwiejsze.

Osobliwa kolekcja w kościele św. Rocha

W dzielnicy Bairro Alto znajduje się kościół Rocha, od którego rozpoczęliśmy zwiedzanie. Co nas zainteresowało, to fakt, że wszystkie ozdoby na ołtarzach są drewnem pomalowanym na złoto, tak aby imitowało bogactwo. W głównej nawie znajduje się osobliwa kolekcja, w której możemy obejrzeć relikwie świętych. W gablocie po lewej znajdują się męskie kości głównie z przedramienia, prawa strona poświęcona jest kobietom, gdzie umieszczono czaszki.

Przed kościołem znajduje się pomnik mężczyzny sprzedającego losy. Jest to nadal praktykowany sposób na to, aby pozyskać fundusze na kościół. Mogłoby się wydawać, że łączenie wiary z hazardem nie przystoi, jednak Portugalia jest pełna takich sprzeczności.

Szaleni i smutni poeci

Zaraz przy kościele świętego Rocha znajduje się plac, na którym ustawione są trzy pomniki poetów. Każdy z nich zmagał się z alkoholizmem lub chorobą psychiczną. I to właśnie tutaj, poznając historię trzech figur, dowiedzieliśmy się, że cechą narodową Portugalczyków jest pewna melancholia. Smutek po utracie kolonii, poczucie beznadziei i brak możliwości zmian. Stan ten został wyrażony na pomniku Fernando Pessoa, który patrzy z nostalgią w eter.

Nasza przewodniczka poleciła nam książkę „Samotność Portugalczyka”, która podobno w trafny sposób opisuje mentalność tego narodu.

W tym miejscu warto również przyjrzeć się posadzce, która została wykonana na zlecenie masonerii przez więźniów, którzy w pocie czoła układali kamyk po kamyku. I jeśli z czymś wam się kojarzy ten wzór, to tak – to nie jest przypadek.

Plac handlowy – nie ma tutaj miejsca na optymizm

Przechodząc dalej, odwiedziliśmy plac handlowy znajdujący się blisko linii brzegowej. Miejsce, w którym z przyjemnością robimy sobie zdjęcia, to właściwie grobowiec, pod którym pochowanych jest tysiące ciał. Kiedy w 1755 roku Portugalię w porannych godzinach nawiedziło trzęsienie ziemi o sile 9 stopni. Biedniejsze warstwy społeczeństwa brały udział we mszy świętej. Ci, którzy przeżyli, uciekli na plac handlowy z nadzieją, że tam nie może dojść już do tragedii. W końcu otwarty plac bez budynków nie mógł im zagrozić. Niestety w tym czasie pojawiła się fala, a za nią kolejne dwie, które pozbawiły życia tych, którzy przez krótką chwilę wierzyli, że ocaleli.

Król postanowił zamknąć granice miasta, aby nikt go nie opuścił, a następnie kazał odbudować szlachcie z własnych pieniędzy zniszczoną Lizbonę.

Plac ten odbudowano na wzór francuskiej architektury, właśnie z tego powodu można tam zobaczyć łuk przypominający do złudzenia ten w Paryżu.

Sam król jeszcze za życia postawił sobie pomnik, który w jakże piękny i propagandowy sposób miał pokazać, że panuje nad wszystkim.

Img 3300

Img 3301

Następnie swoje kroki pokierowaliśmy w stronę najpopularniejszej dzielnicy – Alfamy. Miejsca, które jest jedną z najbardziej instagramowych dzielnic. W miejscu tym mieszka wielu starszych Portugalczyków, na których mieszkania czyhają deweloperzy. Popularność tego miejsca sprawia, że coraz więcej mieszkań zostaje wykupionych. A to oznacza, że już za kilka lat dzielnica ta nie będzie przypominać miejsca, które mieliśmy okazję poznać.

W tym miejscu również mieliśmy okazję uczestniczyć w obchodach świętego Antoniego i naprawdę muszę przyznać, że to była niesamowita przygoda. Pyszne jedzenie, trunki, muzyka i masa uśmiechniętych twarzy. To wydarzenie zostanie ze mną na długo.

Img 3094

Tramwaj numer 28

Przejażdżka tramwajem numer 28 to pozycja obowiązkowa. Jego trasa zaczyna się na placu Martim Moniz i kończy na Campo de Ourique. Zainteresowanie tą atrakcją jest tak duże, że większość turystów jeździ ściśniętych jak sardynki. Nam nasza przewodniczka poleciła, abyśmy wybrali się na jeden z ostatnich nocnych kursów i uwaga, jechaliśmy praktycznie pustym tramwajem, a widoki na Lizbonę nocą, były przepiękne.

Img 3514

Będę z wami szczera – Lizbona to miasto, które w moim odczuciu pobiło na głowę Barcelonę czy Rzym. Może to kwestia tego, że nie dała mi w kość taka masa turystów, nie musiałam się przeciskać, aby zobaczyć fragment zabytku, a może patrzę na to wszystko łaskawiej, bo stolica Portugalii zawsze była moim marzeniem. To chyba nie jest ważne. Mam nadzieję, że będę miała tam okazję jeszcze wrócić.

Jak wiecie, nie jestem blogerką podróżniczą. Nie opisałam tutaj wszystkich miejsc szczegółowo, ale myślę, że największą przyjemnością jest zwiedzanie Lizbony również z dozą spontaniczności. Pozwala to odkryć i zakochać się w wielu nowych miejscach.

Img 3368

Img 3047

Img 3364