Back to School i Back to Uni to hasła, które wyjątkowo mocno przewijają się pod koniec sierpnia i we wrześniu. Witryny sklepowe wręcz krzyczą od nowości, które rzekomo trzeba kupić przed rozpoczęciem roku szkolnego. Czy wszystkie te rzeczy są jednak naprawdę potrzebne? W tym wpisie podzielę się z Wami tym, jak skompletowałabym swoją wyprawkę, gdybym dzisiaj wróciła do szkoły lub na studia.
Na początku muszę zaznaczyć jedną rzecz – jeśli macie coś, co nadal dobrze spełnia swoją funkcję, nie wymieniajcie tego na siłę. Poniższa lista bazuje wyłącznie na moich doświadczeniach i rzeczach, które naprawdę się u mnie sprawdziły.
Plecak
Przez cały okres studiów miałam jeden plecak marki Fjällräven Kånken, który był moim absolutnie niezawodnym towarzyszem. Nosiłam go praktycznie codziennie przez cztery lata i do dziś uważam go za jeden z najwygodniejszych modeli.
Z moim żółtym plecakiem musiałam pożegnać się dopiero dwa lata temu, bo po prostu zakończył swój żywot. Gdybym jednak dzisiaj wróciła na studia, bez wahania kupiłabym dokładnie ten sam model.
Plecaki tej marki nie należą do najtańszych, dlatego warto poszukać ich z drugiej ręki. Na Vinted można znaleźć naprawdę sporo egzemplarzy w bardzo dobrym stanie.
Największa zaleta? Dla mnie przede wszystkim wygoda i pojemność. Bardzo doceniam też dwie boczne kieszenie, w których bez problemu mieszczą się bidon i parasolka.
Jeśli jednak kompletujecie wyprawkę dla dziecka z młodszych klas szkoły podstawowej, lepiej wybrać plecak bardziej dostosowany do noszenia ciężkich podręczników. Kånken to rozwiązanie zdecydowanie lepsze do liceum, technikum lub na studia.

Bidon
W szkole byłam tym dzieckiem, które praktycznie nigdy nie miało ze sobą wody. Z jakiegoś powodu nawadnianie się nie było wtedy tak popularne jak dziś. Efekt był taki, że często kupowałam małe plastikowe butelki.
Dzisiaj, mając większą świadomość jakości wody z kranu, bez problemu piję kranówkę. Nalewam ją do butelki termicznej i gotowe. To rozwiązanie jest trwałe, szczelne i pozwala utrzymać odpowiednią temperaturę napoju przez wiele godzin.
Jeśli jeszcze nie macie bidonu lub butelki termicznej, uważam, że jest to jeden z niewielu zakupów, w które naprawdę warto zainwestować.

Kubek termiczny
Za moich czasów (oj, brzmię jak stary pryk 😅) bardzo modne było chodzenie z kubkiem termicznym na kawę lub herbatę.
Sama również dałam się na to namówić, ale szybko okazało się, że to kompletnie nie moje rozwiązanie. Zanim dojechałam na uczelnię, napój często był już letni, kubek nie zawsze był w pełni szczelny, a dodatkowo bałam się wrzucić go do plecaka między książki. Przez większość czasu po prostu nosiłam go w ręce, co było mało wygodne.
Lunchbox
To kolejna rzecz, która u mnie zupełnie się nie sprawdziła.
Po pierwsze dlatego, że lunchbox zajmuje sporo miejsca w plecaku, który i tak jest wypełniony książkami czy laptopem. Po drugie – nigdy nie zabierałam do szkoły wymyślnych posiłków. Najczęściej były to po prostu kanapki.
W szkole pakowałam je w papier, a na studiach korzystałam z wielorazowego bawełnianego ręcznika kuchennego przeznaczonego wyłącznie do tego celu. Dzisiaj zrobiłabym dokładnie tak samo. Gdybym chciała wydać trochę więcej, wybrałabym wielorazową owijkę na kanapki z warstwą termoizolacyjną, ale zwykły bawełniany ręcznik również sprawdza się świetnie.
Bardzo ciekawy post na temat owijek do kanapek znajdziecie na blogu matczynefanaberie.pl
Tutaj autorka bloga wszystko wyjaśniła i przetestowała, więc naprawdę warto zapoznać się z takimi wielorazowymi rozwiązaniami. 🙂

Brudnopis i luźne kartki
Po każdym roku szkolnym zostawało mi mnóstwo niewykorzystanych kartek z zeszytów.
Dzisiaj zebrałabym je do jednej teczki. Przydałyby się zarówno na kartkówki, kiedy trzeba oddać pojedynczą kartkę, jak i do robienia notatek czy bazgrania podczas wyjątkowo nudnych zajęć.
Piórnik i artykuły papiernicze
Zupełnie nie rozumiem kupowania co roku nowych długopisów, gumek, kredek czy ołówków tylko dlatego, że zaczyna się wrzesień.
Warto najpierw przejrzeć to, co już mamy. Wyprać piórnik, naostrzyć kredki i ołówki, wyrzucić wypisane długopisy i dopiero wtedy dokupić pojedyncze rzeczy, których rzeczywiście brakuje.
Podręczniki z drugiej ręki
Byłam tym pechowym rocznikiem, który uczył się według nowej podstawy programowej. Przez to często nie mogłam odkupić podręczników od starszych uczniów.
Tam, gdzie było to możliwe, zawsze wybierałam książki z drugiej ręki. Szczególnie podręczniki do języków obcych, które potrafią kosztować naprawdę sporo.
Swoją drogą – pamiętacie szkolne kiermasze podręczników? Za pieniądze ze sprzedaży swoich pierwszych książek w podstawówce kupiłam bluzkę za 19 zł. Pierwszy zakup za pierwsze samodzielnie zarobione pieniądze pamięta się chyba przez całe życie. 😅
Najważniejsza zasada podczas kompletowania wyprawki? Nie dać się zwariować.
Co roku sklepy i szkoły podpowiadają kolejne rzeczy, które rzekomo trzeba kupić. Tymczasem naprawdę warto najpierw sprawdzić, co już mamy, a nowe przedmioty wybierać świadomie – najlepiej takie, które posłużą przez wiele lat.
A jak wyglądałaby Wasza minimalistyczna wyprawka do szkoły lub na studia? Co dopisalibyście do tej listy?





Totalnie odnajduję się dzisiaj, jako dorosła w Twoich poradach i gdybym miała dziecko w wieku szkolnym, mega dbałabym o jakość i ekologię jego szkolnej wyprawki. Sama używam wielorazowych butelek, robię mealprep do pracy do własnych pudełek i torby termicznej, czy kupuję/sprzedaję używane książki/ubrania. Gdy ja chodziłam do szkoły, moja mama dbała o to, żeby kupować jakościowe rzeczy, które wytrzymają dłużej niż jeden rok szkolny, czy pakowała mi kanapki do śniadaniówki. Wielu rzeczy jednak nie dało się uniknąć, bo wtedy ekologia nie była modna, każdy wolał kupić jednorazową wodę w sklepiku, a wybór lunchboxów czy plecaków dopiero się polepszał