Listopad jest dla mnie zawsze trudnym miesiącem. O ile złota jesień, pumpkin spice latte i cynamonki ratują październik, o tyle z listopadem trzeba się już bardziej nagimnastykować. Coraz dłuższe wieczory, mniej słońca i szara pogoda nie sprzyjają romantyzowaniu swojego życia. A mimo to mam kilka sposobów na to, aby umilić sobie ten czas.
Seanse filmowe i granie w gry
Jak tylko za oknem robi się ciemno, z czeluści szuflady wyciągamy rzutnik i konsolę do gier.
W dzieciństwie nigdy nie grałam w gry wideo, więc cóż, moje skille są na poziomie zerowym. A jednak od trzech lat odkrywam, jaka to świetna zabawa. W zeszłym roku przechodziliśmy Hogwarts Legacy i dosłownie czekałam tylko na piątek i weekend, żeby umościć się na tapczanie z odpaloną grą. Kilka lat temu podjęliśmy również próbę zagrania w It Takes Two. I właśnie wtedy odkryłam, że cierpliwość mojego męża nie jest tak nieograniczona, jak mi się wydawało wcześniej. W trakcie, kiedy ja próbowałam przeskoczyć przeszkodę, on zdążył zrobić frytki i herbatę. I cóż, jakoś od tego czasu magicznie zniknął z domu drugi pad, który podobno „się zepsuł”. Więc z całym sercem mogę polecić wspólne gry, ale na pierwszy ogień zdecydowanie wybierzcie coś, co nie wymaga pracy zespołowej. 😅
A jeśli nie przygodówki, to filmy na YouTube. Najczęściej w listopadzie oglądamy kanały podróżnicze, takie jak Bez Planu, chociaż w tym roku wśród naszych ulubionych rozrywek znalazł się również kanał komediowy z programem Zero Presji.
Przytulny wieczór
O dobrą higienę snu staram się dbać o każdej porze roku, ale dopiero jesienią wchodzi do gry cały arsenał w postaci świec zapachowych i lampki solnej. W tym roku do kolekcji takich umilaczy dołączył dyfuzor olejków. I o matko, jakie to jest cudowne urządzenie!
Mam ceramiczny dyfuzor od polskiej marki Harmony Oils, która oferuje również olejki eteryczne. Wystarczy kilka kropel olejku, żeby wieczory w domu pachniały o wiele przyjemniej.

Domowe spa
Nie jestem jakąś wielką wellness świrką, ale długie wieczory sprzyjają takim przyjemnościom jak domowe spa. Latem chcę cieszyć się długim dniem, natomiast w listopadzie wszystko nieco zwalnia. I właśnie wtedy pozwalam sobie na peelingi, balsamy, kilkuetapową pielęgnację twarzy i różnego rodzaju maseczki.
Więcej o polskich markach kosmetycznych pisałam w tym poście: Poznaj polskie marki kosmetyczne w duchu zero waste
Gorące napoje
W listopadzie królują u mnie na zmianę różnego rodzaju gorące napary. Najczęściej, z myślą o odporności, piję miksturę z wyciśniętego soku z pomarańczy i cytryny z dodatkiem miodu oraz przypraw: kardamonu, gałki muszkatołowej i imbiru.
Moją drugą ulubioną opcją są wszelkiego rodzaju zimowe herbaty z miodem. Natomiast prawdziwą królową tego zestawienia jest złote mleko albo koszmar każdego dziecka, czyli mleko z miodem i czosnkiem. Ja osobiście zawsze je lubiłam, tak samo jak syrop z cebuli, i mam nadzieję, że nie jestem w tym osamotniona.
Jak widać, nawet z tego z pozoru paskudnego listopada można wycisnąć trochę przyjemności.
Dajcie znać, jak Wy umilacie sobie końcówkę roku!




