Statystycznie w Polsce jedna osoba kupuje około 16 kg ubrań. Jeśli w tym momencie myślisz sobie, że to niemożliwe – pamiętaj, że to tylko średnia. Jeśli ty kupujesz mniej, może Twoja sąsiadka, koleżanka lub wujek nadrabia sporą nadwyżką. Jako minimalistka kupuję w sieciówkach wyjątkowo rzadko. Częściej wybieram odzież z drugiego obiegu, a przed zakupem zastanawiam się całkiem długo – czy ja naprawdę tego potrzebuję. A mimo to, ciągle zdarzają mi się błędy. Dzisiaj o ubraniach, których kupna zawsze będziesz żałować.

Ubrania wykonane z poliestru

Poliester poliestrowi jest nierówny. W lumpeksie zakupiłam z pozoru flanelową koszulę i dopiero w domu okazało się, że jest wykonana z poliestru. I wiesz co? W niczym mi to nie przeszkadza. Może dlatego, że koszula nie ma styczności bezpośrednio z moją skórą, tylko zawsze założona jest na bawełniany t-shirt. Tego nie wiem, ale uwielbiam ją nosić, jest ona często częścią moich stylizacji. Inaczej ma się sytuacja z poliestrowymi spodniami. Kilka lat temu kupiłam sobie poliestrowe spodnie w stylu flary, w których sylwetka wyglądała super, ale moja skóra zupełnie nie oddychała. Po kilku godzinach w nich miałam wrażenie, że brzydko ode mnie pachnie. O ile w domu można się przebrać, to w pracy czy w domu trzeba przemęczyć ten dyskomfort. Spodni się pozbyłam, ale… po dwóch latach kupiłam kolejne. Tym razem różowe spodnie w garniturowym stylu, które uwaga – zachowują się absolutnie tak samo jak ich poprzedniczki. Poliestrowym spodniom mówię stanowcze nie.

Przeczytaj również: Ubrania na lata? To możliwe.

Ubrania z sieciówki

Nie będę tutaj romantyzować lumpeksów. Niestety czasy, w których można było kupić tanie perełki dawno odeszły. Second hand’y przepełnione są takimi markami jak shein czy inditex. Mimo wszystko uważam je za lepszą alternatywę niż sieciówki, których ubrania starczają na maksymalnie rok. We wcześniejszym akapicie wspomniałam o garniturowych spodniach, tak – te same spodnie nie tylko były niewygodne, ale zmechaciły się do tego stopnia, że nie mogę z nim zrobić już nic innego, jak tylko wyrzucić do kosza z tekstyliami. Szkoda.

Miałam kiedyś ciekawą rozmowę z koleżanką, która powiedziała, że ma tyle ubrań, że jest w stanie codziennie nosić inną stylizację. Dzięki temu też w ogóle jej ubrania się nie niszczą. No cóż, może jest to jakieś rozwiązanie. Jako minimalistka natomiast nie lubię nadmiaru i wolę kilka sprawdzonych fasonów, w których czuję się dobrze. Właśnie dlatego, jeśli masz podobnie do mnie, lepiej jest wybierać ubrania lepszej jakości.

Ubrania z sieciówki często są specjalnie postarzane, tak aby starczyły na kilka prań. Zwróć uwagę na to, jak szybko szew w Twoich t-shirtach wykręca się po praniu. Ja po prostu nie lubię czuć się naciągana. Marki produkują dużo, korzystając z niskiej jakości materiałów i niedbałego wykonania. Dodatkowo wielkie brandy również podążają za trendami. Jeśli vintage stał się modny, to możemy mieć pewność, że na sklepowych półkach znajdziemy masę specjalnie postarzanych, przetartych ubrań. Jeśli więc kilka razy z rzędu nowe ubranie starczyło Ci na pół roku, to może warto zrezygnować z kupna w konkretnym sklepie? Kiepsko wykonany modny ciuch, nie jest wart naszych pieniędzy.

Ubrania z polecenia

Czy zdarzyło Ci się kiedyś kupić coś za namową innych osób? Bo mnie tak i mam tutaj dla Ciebie pokoleniową anegdotkę, bo widocznie nie uczę się tylko na swoich błędach, ale i błędach bliskich. Moja mama do dziś wspomina płaszcz, który kupiła za namową przyjaciółki. Solidny, dobrze wykonany, po jego przymiarce słyszała same słowa zachwytu. Problem w tym, że sama czuła się w nim nieciekawie. Ubieranie go sprawiało dyskomfort, do niczego nie pasował i tak jakoś najzwyczajniej się nie spodobał. 30 lat później w przymierzalni sklepu usłyszałam podobne słowa zachwytu od mojego męża, kiedy przymierzałam wełniany płaszcz. Ponownie, świetny skład, solidnie wykonany, minimalistyczny krój. Coś jednak było nie tak, i nie mówię tu tylko o zawrotnej cenie 1200 zł, za które biczuje się do dzisiaj. Znam siebie i wiem, że jesienią lubię być opatulona. Krój płaszcza jest jednak prosty. To oznacza, że po jego zapięciu wyglądam jak oficer piechoty II RP. Naprawdę można mnie w nim postawić w filmie kostiumowym i myślę, że nikt by się nie zorientował, że zarówno z wojskiem, jak i aktorstwem nie mam nic wspólnego.

Nie kupuj dla kogoś, tylko dla siebie

Płaszcz jest ciężki, nie jest mi w nim komfortowo i nosiłam go tylko kilka razy do roku. Ponieważ później potrzebowałam cieplejszych ubrań z możliwością opatulenia się pod sam nos. I znowu niemiła niespodzianka, mimo tego, że płaszcz nosiłam kilka razy w roku, to w podszewce pojawiły się dziurki, a przy kieszeni delikatne rozdarcie. Ze względu na jego wysoką cenę upierałam się, żeby go zakładać, ale w tym roku stwierdziłam, że nie ma co się łudzić, wystawiłam płaszcz na Vinted w cenie 380 zł i uwaga, nie będzie tutaj zaskoczenia – nikt nie jest nim zainteresowany.

I tutaj przechodzimy do dwóch wniosków. Ubierasz się głównie dla siebie, więc najlepiej wiesz, w czym Ci dobrze. Po drugie – ubrania nie są inwestycją. Kupując raz, od razu tracisz na ich wartości.

Ubrania na zmianę stylu

Nasze ubrania bardzo często odpowiadają naszemu stylowi życia. Jeśli pracujesz w finansach, to prawdopodobnie w swojej szafie masz eleganckie garsonki, marynarki i koszule. Zawsze podobał mi się taki elegancki styl, natomiast jest od dla mnie zupełnie niepraktyczny. Pracuje w zawodzie kreatywnym (chociaż 90% czasu spędzam przed komputerem, a kontakt z klientem mam głównie mailowy lub telefoniczny), z tego powodu nie wyobrażam sobie gnieść się przy biurku w opiętej marynarce. Wybierając nowe ubrania, pamiętaj o tym, aby pasowały do tego, co już masz. W innym wypadku prawdopodobnie do niczego tej nowej rzeczy nie założysz.

I to już wszystko. Cała lista została stworzona na podstawie mojego własnego doświadczenia. Dajcie znać w komentarzu, co o tym myślicie. ♡