5 minimalistycznych lekcji o finansach

Finanse to wciąż temat tabu. Z jednej strony mamy mnóstwo podcastów i porad od ekspertów finansowych. Z drugiej jednak często trudno dopasować je do naszego życia.

Kiedy od kilku lat staram się uzbierać na wkład własny, a z podcastu słyszę kolejne rady, żeby jednocześnie budować poduszkę finansową, założyć IKE i jeszcze inwestować na giełdzie, to łapię się za głowę. Bo szczerze? Gdybym miała rozdzielać swoje pieniądze na tyle różnych celów (czyli, jak mówią poradniki, dywersyfikować oszczędności), to na każdej z tych kupek byłyby naprawdę niewielkie kwoty. A marzenie o własnym mieszkaniu spełniłabym pewnie dopiero za dwadzieścia lat.

W tym wpisie chcę pokazać Wam pięć minimalistycznych lekcji o finansach, dzięki którym łatwiej będzie Wam zarządzać domowym budżetem. Najpierw jednak najważniejsza kwestia…

Finanse osobiste to sprawa indywidualna

Każdy z nas ma inną sytuację życiową i to od niej zależy sposób zarządzania pieniędzmi. Inaczej będzie wyglądał budżet samotnej matki, a inaczej samotnej bizneswoman mieszkającej w Warszawie.

Jest jednak jedna rzecz, która zdjęła z moich barków ogromną presję. Czy wiedzieliście, że tylko 1% kobiet w Polsce zarabia 10 000 zł netto? W dobie Instagrama i YouTube’a miałam wrażenie, że wszyscy zarabiają ogromne pieniądze. Ciągłe oglądanie osób na egzotycznych wakacjach, odbierających klucze do domu w wieku 25 lat czy reklamujących własne firmy potrafi mocno zniekształcić rzeczywistość.

Nie każdy, kto dobrze zarabia, rozsądnie zarządza budżetem

Znam osoby, które przy pensji niewiele wyższej od minimalnej potrafią regularnie oszczędzać i żyć na naprawdę dobrym poziomie. Znam też takie, które mimo bardzo wysokich zarobków ciągle gonią własny ogon.

Prawda jest taka, że wraz ze wzrostem dochodów bardzo łatwo ulec inflacji stylu życia. Minimalizm nauczył mnie zarządzać pieniędzmi wtedy, gdy zarabiałam niewiele. Dzięki temu, kiedy moje dochody zaczęły rosnąć, wydatki nie zwiększały się w tym samym tempie. Zamiast wydawać całą nadwyżkę, przeznaczałam ją na oszczędności.

Lekcja 1: Raty tylko z głową

Raty, nawet te 0%, nie zawsze są dobrym rozwiązaniem. Sama unikam usług takich jak Klarna. Nie widzę sensu kupowania na raty sukienki, butów czy gry. Jeśli nie mogę pozwolić sobie na taki zakup w danym miesiącu, po prostu odkładam pieniądze i kupuję go później.

Inaczej wygląda sytuacja przy większych wydatkach. Często słyszę, że jedynym rozsądnym kredytem jest kredyt hipoteczny, a na wszystko inne należy uzbierać samemu. Życie jednak bywa bardziej skomplikowane. Zepsute auto, awaria pralki czy pojawiająca się okazja do zakupu działki nie zawsze mogą poczekać.

Na swoim przykładzie. Marzyłam o działce, a pewnego dnia pojawiła się możliwość wykupienia dzierżawy ROD. Mogłam wydać wszystkie oszczędności, ale nie chciałam zostawać z pustym kontem. Podobnie było z zakupem samochodu – nie chciałam ani odkładać decyzji w nieskończoność, ani finansować całej kwoty kredytem.

Dlatego wypracowałam własne zasady:

  • z oszczędności pokrywam około 50% wartości zakupu,
  • pożyczkę nadpłacam tak szybko, jak tylko mogę,
  • spłacam tylko jeden kredyt konsumencki jednocześnie,
  • rata nie może być na tyle wysoka, żeby zachwiała moim budżetem.

Dzięki temu nie tracę całej poduszki finansowej, a jednocześnie nadal mogę regularnie oszczędzać na wkład własny.

I ponownie – sytuacja finansowa każdego z nas jest inna. To rozwiązanie sprawdza się u mnie, ale nie oznacza, że będzie najlepsze dla Was. Chcę jedynie pokazać, że warto wypracować własne zasady, zamiast bezrefleksyjnie stosować wszystkie porady znalezione w internecie.

Jedna rzecz jest jednak dla mnie niezmienna – rata kredytu nigdy nie powinna znacząco pogarszać Waszej sytuacji finansowej. Jeśli zakup auta czy działki oznaczałby życie od pierwszego do pierwszego, po prostu z niego rezygnuję.

Lekcja 2: Nie bagatelizujcie małych kwot

Wiele osób bagatelizuje drobne wydatki. To tylko 30 zł za subskrypcję, 5 zł za dodatkowe ubezpieczenie do konta, 20 zł pozostawione na karcie podarunkowej czy opłata za kartę, z której w ogóle nie korzystamy.

Dla kilku złotych miesięcznie nie chce nam się iść do banku, zrezygnować z niepotrzebnej subskrypcji czy wyłączyć dodatkowej usługi. Problem w tym, że tych kilka złotych bardzo szybko zamienia się w kilkadziesiąt.

Dlatego warto od czasu do czasu przejrzeć swoje finanse i sprawdzić, gdzie uciekają Wasze pieniądze.

Monety w portfelu

Lekcja 3: Nie szukajcie w oszczędzaniu wielkiej ekscytacji

Oszczędzanie jest nudne – serio. Uważam, że pod względem emocji zbieranie grzybów i odkładanie pieniędzy idą ze sobą łeb w łeb.

Ustawiacie automatyczny przelew i co miesiąc określona kwota trafia na konto oszczędnościowe, do obligacji czy na inwestycje. I tyle. Regularność jest tutaj najważniejsza.

Może po kilku latach nie osiągniecie niezależności finansowej. Jeśli jednak do tej pory żyliście od pierwszego do pierwszego, to nawet niewielka kwota regularnie odkładana na koncie z czasem da Wam ogromne poczucie bezpieczeństwa.

I będę z Wami szczera – to naprawdę uzależnia. Zaczynacie od 100 zł, które wydaje się maksymalną możliwą kwotą. Z czasem zaczynacie ograniczać wydatki w innych kategoriach i coraz więcej przeznaczacie na oszczędności.

Mam tylko jedną radę – zawsze najpierw zapłaćcie sobie. Od razu po otrzymaniu wynagrodzenia przelejcie ustaloną kwotę na konto oszczędnościowe. W przeciwnym razie te pieniądze bardzo szybko się rozpłyną.

Lekcja 4: Róbcie przemyślane zakupy

Bardzo często ekscytacja nowym zakupem kończy się w chwili, gdy przynosimy go do domu. Nagle okazuje się, że nie potrzebujemy kolejnego kosmetyku, następnej sukienki ani zestawu do robienia sushi, który za chwilę wyląduje na dnie szuflady.

Nie chodzi o to, żeby żyć jak asceta. Chodzi o umiar. Jeśli raz na jakiś czas kupicie sobie coś dodatkowego, Wasze finanse się od tego nie zawalą. Jeśli jednak każdą wypłatę wydajecie na zachcianki, trudno mówić o skutecznym oszczędzaniu.

Lekcja 5: Wszystko w Waszym domu było kiedyś pieniędzmi

Gdyby życie działało jak w Simsach… Jedno kliknięcie i niepotrzebny przedmiot z powrotem zamieniałby się w gotówkę.

Niestety rzeczy, których nie potrzebowaliśmy albo o które nie dbaliśmy, bardzo często stają się po prostu problemem.

Pamiętajcie o tym przy kolejnych zakupach. Każda nowa rzecz w Waszym domu to kolejny przedmiot, o który trzeba dbać, znaleźć mu miejsce i poświęcić mu swój czas oraz energię. Warto więc zadać sobie pytanie, czy naprawdę jest Wam potrzebny.

To już wszystkie pięć lekcji, którymi chciałam się z Wami podzielić. Jeśli interesują Was moje pozostałe przemyślenia dotyczące budżetu domowego, koniecznie zajrzyjcie do pozostałych artykułów. Linki znajdziecie poniżej.

Jak dorobić do budżetu domowego?

Jak zrujnować swój budżet? Krótki (nie)poradnik finansowy

Minimalizm a pieniądze – jak ogarnąć finanse osobiste
Porzucone monety: patent Marie Kondo na porządek