Kilka lat temu wspólnie z mamą zapakowałyśmy szklanki, które od lat stały i kurzyły się na kuchennych półkach. Dla mnie zawsze one były piękne. Dzisiaj w zalewie naczyń z Action czy Pepco ciężko znaleźć coś Made in Poland. Mama w żartach mówiła, że to moje wiano i jak wyjdę za mąż, to przekaże mi cały ten komplet do nowej kuchni. Wyszłam za mąż, kuchnię mam, wiano zostało w piwnicy.

Chociaż ceramika, którą spakowałam do kartonu, jest wyjątkowa, to z niezrozumiałego mi powodu, w moich nowych kuchennych szafkach zagościły kubeczki z IKEA. Nawet ostatnio obił mi się o uszy żart, że szklanki z kodem artykułu 102.704.78 w polskich domach są tym, czym kiedyś były brązowe szklanki z uchem.

Wszyscy mają te szklanki. Czy to z powodu wygody i estetyki? Sama nie wiem. Ciężko mi wyjaśnić, dlaczego łatwiej było kupić nowe i oklepane naczynia, zamiast zejść do piwnicy po stary i lekko nadgryziony zębem czasu zestaw ceramiki.

Made in Poland to towar luksusowy

Jako minimalistka lubię prostotę, jednak z sentymentem spoglądam na kolorowe rękodzieło, które jeszcze kilka lat temu mogłam podziwiać w szczecińskiej cepelii. Dzisiaj hand made przedmioty sprzedawane na bazarkach są dla mnie niczym innym jak kurzo-zbieraczem.

W chwilach natchnienia przeszukuje Internet w poszukiwaniu tradycyjnej haftowanej koszuli, szewca, który zrobiłby mi buty na zamówienie, albo ręcznie dzierganych swetrów. Ciężko jednak coś takiego dostać nie dysponując dużym budżetem. Lniana haftowana koszula, która kiedyś była z łatwością dostępna, dzisiaj została wyparta przez poliestrowe bluzki z sieciówek. I trudno jest się tutaj dziwić. Dużo łatwiej kupić nam świąteczne ozdoby, w kosmetycznym sklepie, niż bombki z polskiej huty szkła.

Pierdziel wyszedł na światło dzienne

Chociaż mówię teraz jak typowy pierdziel, że kiedyś to było, a teraz to nie ma. A musisz wiedzieć, że od takiego gadania przeważnie wszystko wykręca mi się na drugą stronę. To jestem rozdarta między tym, czego bym chciała, a tym, co mam. Chciałabym otaczać się rzeczami wykonanymi w Polsce, które są dobrej jakości. Dużo częściej jednak moje wybory kieruje ku tańszym rozwiązaniom. Dlaczego? Bo są łatwiej dostępne i niestety — częściej wpadają w moje oklepane gusta.

Czasem lubię zajrzeć do szafy mojej mamy i podziwiać jak skórzana spódnica nie zmieniła się nic przez kilkanaście lat. Kiedy indziej sama dotkliwie przekonuje się, że jakość bluzki polskiej marki, wcale nie jest trwalsza niż jej sieciówkowa rówieśniczka.

Może właśnie dlatego przedmioty, którymi się otaczam, nie zawsze sprawiają mi szczęście? Dookoła w końcu sama made in China i domieszki poliestru, które wgryzają się w moje poczucie winy.