Jestem zmęczona. Ostatni czas jest dla mnie bardzo intensywny, wiele zmian i nowe obowiązki sprawiają, że trochę gubię się w we wszystkim. To wywołuje u mnie stres. Stres powoduje przemęczenie. Przemęczenie błędy. A błędy prowadzą znowu do stresu. 

No i mamy błędne koło

Ciężko pisać o minimalizmie, kiedy w myślach ma się bałagan. Minimalizm zaczyna się w głowie. Wiem, wiem… to wszystko to banalne stwierdzenia. Znam to stwierdzenie i podpisuje się pod nimi obiema rękami i nogami i myślę, że nie tylko ja. Jednak każdy, kto nie jest cyborgiem, wie, że czasem ciężko wykaraskać się z chandry i  marazmu. Nie pomagają również moje codzienne wybory, które robią wszystko, aby było mi się trudniej ogarnąć. A o czym dokładnie mowa? 

Wszechobecni eksperci wiedzą lepiej

Internet to skarbnica wiedzy i rozrywki, ale również wylęgarnia kompleksów. Swego czasu czytałam dużo poradników na temat prowadzenia social mediów i tego, jak zaistnieć w Internecie. Mam swoje ulubione blogerki i instagramerki i wiem, że ich sukces nie jest wcale spowodowany sztywnym stosowaniem się zasad internetowych ekspertów. A jednak dałam się wciągnąć w ten wir. Z każdej strony leciał komunikat, że popełniam błędy, że robię coś źle, nic nie osiągnę, jeśli nie zastosuje tych złotych zasad. 

Raz nawet skusiłam się na wykupienie poradnika na czarny piątek od jednej z takich ekspertek i cóż, gdyby nie był to e-book, to prawdopodobnie mogłabym go wykorzystać tylko do jednego. Od tego momentu trochę krytyczniej zaczęłam patrzeć na to, co ktoś próbuje mi sprzedać. Niestety, kiedy przestałam obserwować jednych, zaraz pojawiali się drudzy ze swoimi hasłami o self-care, dbaniu o siebie, organizacji czasu i wszystkim tym, co wywoływało u mnie jeszcze gorsze samopoczucie. Obiecuję, że jak jeszcze raz zobaczę hasło Każdy ma mieć prawo gorszy dzień i Nic nie musisz, to chyba oszaleję. Jeszcze kilka lat temu, nim nie znałam tych ekspertów, to takie hasła były dla mnie oczywistością, a teraz stały się przyzwoleniem nieznanych mi ludzi.  

Instagram — największy zjadacz czasu

Media społecznościowe mnie nudzą. Lubię oglądać kreatywne reklamy, kampanie i obserwować, co wielkie firmy wypuszczają na swoim Instagramie, czy Facebooku. Na to jednak wystarczy mi tylko 10 minut dziennie. Reszta czasu, jaki poświęcam na te media, to bezsensowne skrolowanie. Instagram mocno się zmienił i ciężko znaleźć treści osób, które z pełną świadomością się zaobserwowało. Zamiast tego dostaje szereg reklam sponsorowanych, które nie zawsze dopasowane są do moich zainteresowań. 

Więcej o minimalizmie w Internecie przeczytasz tutaj: Minimalizm dla początkujących — przestrzeń w Internecie.

Odruchowo, kiedy mam tylko wolne 5 minut sięgam po telefon, aby przejrzeć, kto i co ciekawego coś dodał. Czasem trafi się interesująca relacja znajomego, kiedy indziej jakiś wartościowy post lub zabawny filmik z pieskiem, który poprawi mi humor. 90% czasu to jednak bezsensowne smażenie mózgu. Minimalizm to nie tylko ograniczanie zbędnych przedmiotów, ale i naszych szkodliwych nawyków. Gdybym poświęciła ten czas, który poświęcam na media społecznościowe, to myślę, że spokojnie umiałabym już mówić w drugim języku. 

Odwrócona piramida wartości

Lubię czytać książki, dobrze zjeść i chce nauczyć się drugiego języka. Wprowadzenie codziennej rutyny w postaci przeczytaniu kilku stron książki, zrobienia dobrej kolacji, czy poświęceniu 30 minut dziennie na naukę jest rzeczą jak najbardziej możliwą. Jednak moje priorytety są ciągle na opak. 

To wszystko wpływa na moje samopoczucie. Tak naprawdę niewiele muszę zainwestować w swój czas, aby moje życie było takie, jak chcę. Nie narzucam sobie przecież codziennie godzinnego treningu, kucia słownika na pamięć czy super zbilansowanych posiłków. Moje założenia są możliwe do zrealizowania, wystarczy, że tylko rozstanę się z prokrastynacją. A to nie zawsze jest równa walka. 

A jak to wygląda u Ciebie?